Wyobraź sobie klasyczny poniedziałkowy kryzys w korporacji. Wyciekły dane klientów? Jakiś Bardzo Ważny Raport "świeci się" na czerwono? A może na jaw wyszły toksyczne praktyki w strukturach? Spokojnie, zanim odpalicie agencję PR-ową z budżetem na milionowe kampanie naprawcze, wasz dyrektor marketingu prawdopodobnie wyciągnie z rękawa najstarszy i najbardziej cyniczny as w talii. Dzieci. A konkretnie: akcję charytatywną z dziećmi w roli głównej. W kuluarach krytycznych analiz mediów i etyki biznesu zjawisko to zyskało już swoją chwytliwą nazwę: kid-washing . Analogicznie do greenwashingu (udawania ekologicznych) czy pinkwashingu (instrumentalnego wykorzystywania postulatów LGBT+), kid-washing t o strategia PR-owa polegająca na budowaniu kapitału moralnego za pomocą wizerunku dzieci i działań charytatywnych na ich rzecz. Mechanizm jest prosty jak konstrukcja cepa: Kindchenschema (e fekt dziecka - zauważmy że to kolejne już pojęcie, które możemy wygooglować na wikipedii w wi...