W świecie publicznym istnieje jedna, niezwykle tania w utrzymaniu, a przy tym porażająco skuteczna technika zarządzania kryzysem wizerunkowym. Stara rzymska zasada mówi: „Śmiało oczerniaj, zawsze coś się przyczepi” . W wersji współczesnej, podwórkowo-korporacyjnej, brzmi to prościej: wylej na kogoś wiadro gówna, na pewno coś się przyczepi, a już na pewno będzie wszystkim śmierdzieć na kilometr. Wydarzenia które rozegrały się wokół inicjatywy referendalnej w Chorzowie to podręcznikowy pokaz tej strategii w mikroskali samorządowej. Obserwując to z boku, trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast debaty o systemowym zarządzaniu miastem, zafundowano mieszkańcom spektakl, którego jedynym celem było odwrócenie uwagi od istoty problemu. Gdzie kończy się wyrażanie własnego zdania, a zaczyna ordynarne oblewanie gównem? Granica jest chirurgicznie ostra, choć PRowcy robią wszystko, by ją rozmyć: Wyrażenie własnego zdania skupia się na faktach i decyzjach. Przykład ad rem: „Wg. Inż. Freja...