Przejdź do głównej zawartości

Posty

O treściach, które tu publikuję

  U nos godali, że dobroć bez rozumu to ino gupota. Nie obiecuja Ci, że bydziesz lepszą wersją siebie. Obiecuja, że trudniej bydzie Tobą manipulować. Mój blog to przestrzeń, w której nie fandzolimy: • Jadymy z nowomową: zamieniamy korporacyjny bełkot i polityczną propagandę na paradygmat wulgarno-intelektualny. Nazywamy "chamstwo" "chamstwem", "głupotę" "głupotą", a "niedouczenie" "niedouczeniem". Bez owijania w bawełnę. • Trzymamy mocny kręgosłup: Uczymy się, że „dobry” nie oznacza „naiwny”, a asertywność to nie jest bezczelność, tylko higiena psychiczna. Nasze granice są święte. • Łączymy kropki: Szukamy ciągłości między fedrowaniem dziadka-górnika a orzeczeniami TSUE. Bo świat to nie są osobne bajki, tylko sieć naczyń połączonych, które trzeba rozumieć. • Szacunek ważniejszy niż uśmiechy: Wybieramy konkret zamiast wyświechtanych słówek. Szacunek to uznanie Naszej Odrębności. Reszta to ino puste fandzolynie. • Us...
Najnowsze posty

Farewell Miss Iza, czyli o tym, jak gangsterska akcja zastąpiła romantyczny pociąg

  Kiedy dawno temu oglądałam American Beauty , miałam poczucie, że patrzę na podręcznikowy wręcz przykład tego, jak popkultura tnie skalpelem teorii krytycznej amerykańską mitologię. Ten film był genialną wiwisekcją amerykańskiej rodzinnej sielanki, obnażającą fasadowość middle-class American Dream. A najzabawniejsze w jego polskiej recepcji na przełomie wieków było to, z jakim nabożnym zachwytem przyjmowano go nad Wisłą. Bo konserwatywna widownia odczytała go w 100% opacznie. A mianowicie jako prosty, moralizatorski pamflet na „gnijący Zachód”, który wreszcie dostał za swoje. Widzowie chłonęli rozpad rodziny Burnhamów jako dowód na to, że upadłe społeczeństwo konsumpcyjne nie ma serca, zupełnie nie zauważając, że reżyser walił w obraz, w który sami tak tęsknie spoglądali. Dokładnie ten sam mechanizm powtórzył się teraz przy netflixowej Lalce   Pawła Maślony, Pawła Demirskiego oraz Jagody Dutkiewicz, która doprowadziła do zbiorowego zawału całe polskie środowisko konserwatywne...

"Spokój w sercu”, czyli jak prywatyzujemy moralny heroizm na koszt społeczny

W polskiej debacie wokół praw reprodukcyjnych od lat pielęgnuje się sentymentalną, głęboko szkodliwą narrację: mit heroicznego rodzenia za wszelką cenę w imię „spokoju w sercu” . Aparat pojęciowy znowu musi wykonać przymusowe sprzątanie. Sekcje komentarzy pod postami o sprawach światopoglądowych pełne są urokliwych opowieści. „Znam małżeństwo, usłyszeli diagnozę ciężkiej choroby, odmówili aborcji, pożegnali dziecko, ale mają pokój w sercu i są pewni swojej decyzji” – piszą domorośli hagiografowie. Zatrzymajmy się przy tej poetyce. Nikt nie odmawia nikomu prawa do podejmowania prywatnych, nawet najbardziej heroicznych decyzji w granicach własnego sumienia. Jeśli dorosły człowiek decyduje się na przejście przez biologiczny i psychiczny dramat urodzenia dziecka z ciężką wadą genetyczną – ma do tego pełne prawo. Zaznaczmy to jeszcze raz. Zmuszanie osoby wbrew jej woli do aborcji, to przestępstwo i na zawsze tym przestępstwem zostanie. Problem zaczyna się w momencie, gdy z tego indywidualn...

Analfabetyzm biologiczny w skali makro, czyli jak procedurę medyczną pomylono z gumką recepturką

  Żaden racjonalny pacjent nie unika codziennego mycia zębów tylko po to, by raz w roku fundować sobie inwazyjne leczenie kanałowe bez znieczulenia. Żaden człowiek nie ignoruje higieny rany po zabiegu, licząc na to, że ewentualna amputacja kończyny będzie „wygodną alternatywą” dla spryskania rany Octeniseptem. W medycynie klinicznej podział jest przezroczysty i bezdyskusyjny: istnieje profilaktyka (zapobieganie wystąpieniu incydentu zdrowotnego) oraz interwencja medyczna (wdrażanie procedur leczniczych lub ratunkowych, gdy doszło do powikłania, błędu lub zdarzenia losowego). Gdyby ordynator oddziału chirurgii zaproponował pacjentom zaniechanie profilaktyki przeciwzakrzepowej na rzecz późniejszego wycinania zatorów w trybie ostrym, straciłby prawo wykonywania zawodu. Tymczasem w polskiej przestrzeni publicznej od lat z powodzeniem funkcjonuje mityczny potworek pojęciowy, sprzedawany bezmózgim masom z pełnym przekonaniem: „Aborcja jako środek antykoncepcyjny” . Porozmawiajmy zate...

Gwałt na zgodzie, czyli o roszczeniu, które wymazuje autonomię i ignoruje biologię

  W sekcji komentarzy pod postem posełkini (jakoś tak bardziej mi się to słowo podoba niż posłanki :P) Moniki Rosy o ustawie dopuszczającej aborcję w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu, którą właśnie przyjął sejm,  doszło do wymiany zdań, która w pigułce skupia cały dramat współczesnego dyskursu o sprawczości i prawach obywatelskich.  Gdy w dyskusji pojawia się atak sprowadzający wartość kobiety wyłącznie do jej wieku oraz obecnej sprawności biologicznej, na powierzchni widzimy po prostu rynsztokowe chamstwo. Jednak tuż pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej złowrogiego, a mianowicie całkowita alienacja pojęcia świadomej zgody. Nie jest to przypadek odosobniony, lecz mikro-objaw szerszego syndromu traktowania niechęci kobiety do ciąży jako przeszkody proceduralnej, a nie jako ostatecznego i niepodważalnego weta. Pora nazwać ten mechanizm po imieniu i precyzyjnie go zdefiniować. Gwałt na zgodzie kobiety to konstrukcja pojęciowa i postawa dyskursywna, w której ...

Dlaczego filolog rozbraja AI skuteczniej niż programista, czyli narzędzia krytycznoliterackie kontra halucynacje LLM

  Moi drodzy. Jak zapewne wiecie, pracuję w międzynarodowej firmie, w której panuje przekonanie, że jeśli potrafisz korzystać ze sztucznej inteligencji i sztuczna inteligencja przyspiesza Twoją pracę i poprawia produktywność, to masz z niej korzystać. Firma systematycznie szkoli też swoich pracowników, jak produktywnie i użytecznie wykorzystywać sztuczną inteligencję na co dzień. Tak się składa, że pierwszy komputer moi rodzice zdecydowali się zakupić dopiero kiedy skończyłam 22 lata. Oczywiście miałam z nim wcześniej do czynienia w szkole średniej i nawet miałam egzamin zawodowy z komputeryzacji prac biurowych. Zdałam go tylko i wyłącznie dlatego, że moje sąsiadki umożliwiły mi skorzystanie ze swojego komputera, za co do dziś jestem im wdzięczna.  Po prostu moi rodzice uznali, że komputer to jeszcze większy złodziej czasu, który przecież mogłabym przeznaczyć na sprzątanie (do dziś na myśl o sprzątaniu robi mi się niedobrze i muszę naprawdę długo przygotowywać się psychicznie ...

Anatomia dotkniętego ego. O różnicy między satyrą a „chamstwem” (oraz dlaczego prymusi nie potrafią przegrywać)

  Kiedy publikujesz w sieci prześmiewczy tekst, musisz liczyć się z tym, że prędzej czy później w sekcji komentarzy pojawi się Obywatelski Sędzia Etyki i Stylu. Zazwyczaj wyłania się z mroków internetu z podniesioną przyłbicą i obwieszcza światu absolutny wyrok: „To nie jest sarkazm. To jest po prostu obraźliwe i chamskie” . Ostatnia dyskusja wokół mitu pewnego znanego, elitarnego liceum z Chorzowa dostarczyła mi materiału badawczego na przynajmniej kilka rozdziałów podręcznika z psychologii społecznej. Obserwowanie, jak dorośli, wykształceni ludzie wpadają w pożar ego z powodu satyrycznego posta, skłoniło mnie do uporządkowania podstawowych pojęć. Bo wygląda na to, że w naszym pięknym kraju granica między celną satyrą a „chamstwem” przebiega dokładnie tam, gdzie kończy się czyjś dystans do samego siebie. Rozprawmy się najpierw z popularnym pomieszaniem pojęć, bo to ulubiona ucieczka każdego, kogo ugryzł tekst: Satyra i sarkazm: To narzędzia diagnostyczne. Satyra nie atakuje człow...

Pornografia 2.0, czyli znowu, dlaczego Pulp Fiction jest do dzisiaj przez co niektórych źle zrozumianie

  No to jeszcze raz. Przypomnijcie sobie klasyczną scenę z Pulp Fiction Quentina Tarantino. Piwnica lombardu, mroczny klimat i brutalna scena przemocy z udziałem Marsellusa Wallace’a oraz Butcha. Zewnętrznie wywołuje ona szok, ale dla dojrzałego widza jest to wyrafinowana gra z konwencją kinową. Tarantino odwraca w niej motywy klasycznego kina zemsty i horroru, zderzając hipermęskość postaci z absurdalnym motywem BDSM i niemal baśniowym kodeksem honorowym (wybór broni przez Butcha, od katany po kij bejsbolowy). Przemoc nie służy tu epatowaniu okrucieństwem dla samej czystej sensacji — jest przemyślanym środkiem wyrazu artystycznego, pełnym ironii, czarnego humoru i gatunkowych niuansów. Żeby jednak dostrzec ten kontekst, trzeba posiadać odpowiednie narzędzia poznawcze. I to właśnie ta scena staje się idealnym punktem wyjścia do rozważań o tym, czym w rzeczywistości są kategorie wiekowe przy filmach, grach czy muzyce. Pierwsze skojarzenie? Cenzura, sztywne nakazy, rodzicielska kont...