U nos godali, że dobroć bez rozumu to ino gupota. Nie obiecuja Ci, że bydziesz lepszą wersją siebie. Obiecuja, że trudniej bydzie Tobą manipulować. Mój blog to przestrzeń, w której nie fandzolimy: • Jadymy z nowomową: zamieniamy korporacyjny bełkot i polityczną propagandę na paradygmat wulgarno-intelektualny. Nazywamy "chamstwo" "chamstwem", "głupotę" "głupotą", a "niedouczenie" "niedouczeniem". Bez owijania w bawełnę. • Trzymamy mocny kręgosłup: Uczymy się, że „dobry” nie oznacza „naiwny”, a asertywność to nie jest bezczelność, tylko higiena psychiczna. Nasze granice są święte. • Łączymy kropki: Szukamy ciągłości między fedrowaniem dziadka-górnika a orzeczeniami TSUE. Bo świat to nie są osobne bajki, tylko sieć naczyń połączonych, które trzeba rozumieć. • Szacunek ważniejszy niż uśmiechy: Wybieramy konkret zamiast wyświechtanych słówek. Szacunek to uznanie Naszej Odrębności. Reszta to ino puste fandzolynie. • Us...
Anatomia dotkniętego ego. O różnicy między satyrą a „chamstwem” (oraz dlaczego prymusi nie potrafią przegrywać)
Kiedy publikujesz w sieci prześmiewczy tekst, musisz liczyć się z tym, że prędzej czy później w sekcji komentarzy pojawi się Obywatelski Sędzia Etyki i Stylu. Zazwyczaj wyłania się z mroków internetu z podniesioną przyłbicą i obwieszcza światu absolutny wyrok: „To nie jest sarkazm. To jest po prostu obraźliwe i chamskie” . Ostatnia dyskusja wokół mitu pewnego znanego, elitarnego liceum z Chorzowa dostarczyła mi materiału badawczego na przynajmniej kilka rozdziałów podręcznika z psychologii społecznej. Obserwowanie, jak dorośli, wykształceni ludzie wpadają w pożar ego z powodu satyrycznego posta, skłoniło mnie do uporządkowania podstawowych pojęć. Bo wygląda na to, że w naszym pięknym kraju granica między celną satyrą a „chamstwem” przebiega dokładnie tam, gdzie kończy się czyjś dystans do samego siebie. Rozprawmy się najpierw z popularnym pomieszaniem pojęć, bo to ulubiona ucieczka każdego, kogo ugryzł tekst: Satyra i sarkazm: To narzędzia diagnostyczne. Satyra nie atakuje człow...