Żaden racjonalny pacjent nie unika codziennego mycia zębów tylko po to, by raz w roku fundować sobie inwazyjne leczenie kanałowe bez znieczulenia. Żaden człowiek nie ignoruje higieny rany po zabiegu, licząc na to, że ewentualna amputacja kończyny będzie „wygodną alternatywą” dla spryskania rany Octeniseptem.
W medycynie klinicznej podział jest przezroczysty i bezdyskusyjny: istnieje profilaktyka (zapobieganie wystąpieniu incydentu zdrowotnego) oraz interwencja medyczna (wdrażanie procedur leczniczych lub ratunkowych, gdy doszło do powikłania, błędu lub zdarzenia losowego).
Gdyby ordynator oddziału chirurgii zaproponował pacjentom zaniechanie profilaktyki przeciwzakrzepowej na rzecz późniejszego wycinania zatorów w trybie ostrym, straciłby prawo wykonywania zawodu.
Tymczasem w polskiej przestrzeni publicznej od lat z powodzeniem funkcjonuje mityczny potworek pojęciowy, sprzedawany bezmózgim masom z pełnym przekonaniem: „Aborcja jako środek antykoncepcyjny”.
Porozmawiajmy zatem o tym zjawisku bez ideologicznego lukru.
Zwolennicy teorii, że kobiety traktują zabiegi medyczne lub aborcję farmakologiczną jako „wygodną alternatywę dla prezerwatywy”, najwyraźniej czerpią wiedzę o biologii człowieka z kreskówek albo z literatury z przełomu XIX i XX wieku.
Przeanalizujmy ten genialny wywód logiką medyczno-procesową:
Profilaktyka (Antykoncepcja): Połknięcie pigułki, użycie prezerwatywy. Koszt biologiczny: zerowy lub znikomy. Czas trwania: 3 sekundy.
Interwencja (Aborcja farmakologiczna/zabiegowa): Wywołanie silnych skurczów macicy, krwawienie, reakcja enzymatyczna organizmu, wielogodzinny proces biologiczny lub inwazyjny zabieg chirurgiczny w znieczuleniu.
Sugerowanie, że którakolwiek pacjentka na świecie podjęłaby suwerenną decyzję o zignorowaniu 3-sekundowej profilaktyki na rzecz kilkunastogodzinnej, obciążającej biologicznie i psychicznie procedury medycznej, to analfabetyzm biologiczny i funkcjonalny.
Równie dobrze można twierdzić, że:
Ignorujemy pasy bezpieczeństwa w samochodzie, bo przecież operacja zespolenia kości udowej na wielonarządowej ortopedii to taka świetna i wygodna alternatywa dla wyobraźni drogowej.
Nie stosujemy diety i ruchu, bo przecież by-passy i operacja bariatryczna to doskonały plan na niedzielne popołudnie.
Ignorujemy objawy zakażenia, bo przecież wstrząs septyczny i pobyt na OIOM-ie to kapitalny zamiennik dla antybiotyku.
Dlaczego ta bzdura jest z taką lubością powtarzana w sekcjach komentarzy przez domorosłych ekspertów od cudzych macic?
Bo to podręcznikowy Chochoł Erystyczny.
Łatwiej walczyć z wyimaginowaną „wymalowaną aktywistką, która robi aborcję w przerwie między latte a manicure”, niż zmierzyć się z twardą rzeczywistością medyczną, jak śmiertelne wady letalne płodu, które dotyczą ciąż w 100% planowanych i wyczekanych; zagrożeniem sepsą i śmiercią pacjentki w imię urzędniczego efektu mrożącego; statystyką zawodności samych metod antykoncepcyjnych oraz przestępstwami seksualnymi.
Sprowadzenie skomplikowanego dramatu medycznego i prawnego do poziomu „hehe, durne baby nie umieją gumki założyć” pozwala hejterowi utrzymać fałszywe poczucie wyższości moralnej bez konieczności otwierania jakiegokolwiek podręcznika do medycyny czy Kodeksu karnego.
Trzeba wreszcie powiedzieć to z pełną odpowiedzialnością: całkowita wolność i dekryminalizacja aborcji to jedyny sposób na usunięcie systemowej patologii, w której paragraf staje się ważniejszy od życia pacjentki.
W obecnym stanie prawnym, lekarz na oddziale ginekologicznym oraz osoba bliska podająca szklankę wody czy organizująca pomoc częściej kalkulują ryzyko prokuratorskiego zarzutu z art. 152 KK niż realne zagrożenie zdrowia kobiety. Zmuszanie personelu medycznego do zważania na widmo więzienia w momentach krytycznych, prowadzi wprost do tragedii na salach porodowych.
Pełne prawo do samostanowienia i przeniesienie decyzji wyłącznie na pacjentkę ściąga gilotynę prawną z głowy medyków i bliskich. Zapewnia warunki, w których lekarz wreszcie leczy i ratuje życie, zamiast konsultować się z prawnikiem szpitala, podczas gdy u pacjentki rozwija się wstrząs septyczny.
W związku z tak niskim poziomem debaty publicznej na temat aborcji, jakiego doświadczamy chyba od zawsze, słusznym jest oczekiwać od państwa określonego poziomu usług. Skoro co miesiąc oddajemy ciężkie pieniądze w podatkach na aparat państwowy, system opieki zdrowotnej i edukację, to mamy prawo wymagać, by debata publiczna opierała się na medycynie opartej na faktach, a nie na mitycznych plotkach z wiecowej ambony.
Światowa Organizacja Zdrowia wpisuje terminację ciąży do rejestru podstawowych świadczeń opieki zdrowotnej.
Każdy, kto dzisiaj w przestrzeni publicznej szerzy dezinformację o „aborcji jako środku antykoncepcyjnym”, nie tylko kompromituje swój intelekt, ale przede wszystkim przyczynia się do systemowego szczucia na pacjentki.
Merytoryka broni się sama. A wszystkim domorosłym ginekologom z sekcji komentarzy życzę, by przy najbliższym bólu zęba zamiast szczoteczki wybrali od razu ekstrakcję zęba bez znieczulenia – przecież według waszej logiki tak właśnie wygląda odpowiedzialne zarządzanie własnym zdrowiem.

Komentarze
Prześlij komentarz