Przejdź do głównej zawartości

Na co komu ta księgowa?


Specjalnie posłużyłam się powyższym obrazkiem, gdyż  większości "korpoksięgowych" czy może raczej "ekauntantów" taki obrazek wydaje się widokiem z obcej planety.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "księgowość" większości takich osób wydaje się wprowadzaniem danych do systemu. Oczywiście danych zaciąganych automatycznie z ekselowskich plików lub też podawanych w mejlach od "biznesu".

Skąd te dane "biznes" bierze? To raczej mało istotne. Istotne jest aby były one przekazane do systemu w wymagany  procedurą, ustalony i zatwierdzony przez "menedżerów" sposób. Oczywiście odpowiednio sformatowany i odpowiednio opisany. Do czego ma to służyć, skąd się wzięło i w jaki sposób powinno to zostać zinterpretowane, to już takich "korpoksięgowych" nie obchodzi, bo też rzadko kiedy takie rzeczy wiedzą. Najważniejsza jest przecież szybkość i sprawnie opanowany excel.

Kiedy takie "korpoludki" jadą na  "tranzyszyn" bywaja bardzo zdziwione i rozbawione tym że w firmie na miejscu, w przypadku sporządzenia raportu kasowego nadal  używa się papierowych kwitków i rozlicza się nawet z napiwków. Nie przytoczę jak obraźliwe i szydercze określenia padają w kierunku rozliczających się. No cóż. Pewnie do głowy nie przyszło żadnemu z tych "korpoludków", że w przypadku wydatków służbowych, papierowy kwitek to podstawowy dowód poniesienia kosztu i jeśli pracownik chce odzyskać swoją kasę za zapłacony napiwek, to też musi go wykazać. Tak się zastanawiam jak nazwać osobę, która myśląc że szydząc z czyjegoś prawidłowego postępowania obnaża całą swoją niekompetencję, nie mając przy tym tego świadomości, bo wydaje jej się że ośmiesza jakiegoś śmiesznego człowieczka.

Podczas ostatniego zamknięcia do znajomych "korpoludków"  przyszedł "mejl z biznesu" z informacją o zysku, który ma być odprowadzony do spółki matki. "Korpoludek" przez kilka godzin zajmował się "ustalaniem procedury wykonywania dżurnala", bo nie potrafił zinterpretować informacji przesłanej przez "biznes". Kiedy taki "korpoludek" poprosił mnie o pomoc, też nie potrafiłam jej udzielić, ponieważ "korpoludek" nie potrafił wyartykułować, czego ten rzeczony "dżurnal" ma dotyczyć. Kiedy po długiej zabawie w "zgaduj zgadula",  "korpoludkowi" udało  się w końcu ustalić  kwotę,  konto i "po której stronie" i okazało się że moje teorie nie sprawdziły się, ponieważ nie miałam pełnych informacji na temat operacji, która miała zostać wykazana w księgach,  "korpoludek" tonem pełnym satysfakcji oświadczył, że to jednak nie chodziło o kwotę, którą  podałam.

Dodam jeszcze, że w przypadku korporacji tak zwany "dżurnal" to nie jest ten nasz dobrze nam, księgowym, znany dziennik księgowań, tylko pliczek, za pomocą którego wprowadza się dane do systemu komputerowego.

Ponieważ korpoksięgowy, to nie jest księgowy prowadzący księgi rachunkowe, tylko bezmyślny wprowadzacz danych do systemu komputerowego, nie ma się co dziwić, że wieszczy się szybki koniec tego zawodu, który de facto już w tej chwili zastępowany jest przez sztuczną inteligencję. I tak szczerze mówiąc to dziwię się tym wszystkim korporacjom, że nie szkoda im kasy na otwieranie kolejnych centrów usług wspólnych w Polsce, zamiast zakupić sobie taką sztuczną inteligencję, która bez zbędnych narzekań wprowadzi do systemu każdą głupotę, jaką sobie tylko "biznes"  może wymarzyć.

Tylko że taki "prawdziwy" księgowy z "korpowprowadzaczem" danych do systemu nie ma nic wspólnego.

Czym zatem zajmuje się "prawdziwy" księgowy?

Prowadzeniem ksiąg rachunkowych, w których rejestruje się w ujęciu pieniężnym, a niekiedy ilościowym, odpowiednio udokumentowane zdarzenia gospodarcze, które powodują zmiany w majątku jednostki gospodarującej i źródłach jego pochodzenia.

I tak. Niby sucha definicja, a jak wiele w tym ujęciu mówi o niekompetencji "wprowadzaczy" danych do systemu (o której de facto owi "wprowadzacze" nie mają pojęcia, więc się nią za bardzo nie przejmują).

No bo chociażby taki raport kasowy. Wydaje im się, że to powinny być już gotowe dane, które taki "wprowadzacz" ma wprowadzić do systemu, podczas gdy to właśnie te kwitki i te napitki, (pod warunkiem, że oczywiście stanowią uznane dokumenty księgowe), zawierają dane, które "wprowadzacz" musi do tego systemu wprowadzić. Tylko że  zadaniem "wprowadzacza" nie jest czytanie dokumentów księgowych i na ich podstawie wprowadzanie danych do systemu. To już jest zadanie "biznesu". Zadaniem "wprowadzacza" jest  wyegzekwowanie tych danych od "biznesu" w odpowiedniej dla systemu komputerowego formie. Reszta go nie interesuje.

Co zatem takiego "korpoludka" powinno zainteresować, aby taka sztuczna inteligencja nie mogła go zastąpić?

Przede wszystkim powinien zainteresować się zasadami, na których cała ta księgowość się opiera. I tutaj wyróżniamy zasady uniwersalne, czyli:

- zasadę periodyzacji, która zakłada podział zdarzeń gospodarczych na przedziały czasowe, których te zdarzenia dotyczą (czyli "dedlajn" na zamknięcie "perjodu" to wymysł "korpomenedżerów", którzy w ten sposób chcą się pochwalić własną produktywnością, ponieważ zakładają, że zdarzenie gospodarcze to "dżurnal", który wystarczy wprowadzić do systemu)

- zasadę podmiotowości, która polega na tym, że każdą operację gospodarczą rozważa się z punktu widzenia jej wpływu na sytuację majątkowo-finansową przedsiębiorstwa (czyli nie myślimy "kiedy w końcu dostanę ten cholerny dżurnal do zaksięgowania", tylko czytamy dokumenty księgowe i następnie zastanawiamy się jaki wpływ na sytuację przedsiębiorstwa będą miały te dokumenty i dopiero po przeanalizowaniu tych dokumentów sporządzamy dżurnal, który odzwierciedli wpływ tych dokumentów na sytuację przedsiębiorstwa)

- zasadę dwustronnego zapisu, czyli to słynne "która to strona", która tak na dobrą sprawę jest odzwierciedleniem metody bilansowej, polegającej na rozpatrywaniu zasobów każdego podmiotu gospodarczego z rzeczowego i finansowego punktu widzenia.

Oprócz tych uniwersalnych, mamy jeszcze zasady podstawowe i szczegółowe. Ale jeśli to ma być taki cykl o podstawach rachunkowości "po mojemu", to nie będę nikomu zaśmiecać głowy i marnować czasu na coś, co każdy przeczyta w "Wikipedii", więc skupmy się na razie na podstawach i w następnym poście opowiem coś więcej o metodzie bilansowej i jak jej nie należy rozumieć, czyli jak rozumieją ją "korpoludkowie".

Ponieważ jednak miał to być też post o tym, czym taki korpoludek powinien się zainteresować, aby sztuczna inteligencja nie wyeliminowała go z zawodu, dodam, że zasady te są uregulowane w Polsce przez Ustawę o rachunkowości a także przez Krajowe Standardy Rachunkowości oraz Międzynarodowe Standardy Rachunkowości, które właśnie regulują w jaki sposób sytuacja majątkowo-finansowa przedsiębiorstwa może być ewidencjonowana.

Więc to nie jest tak, że to "biznes" podaje "dżurnale" które należy wprowadzić do systemu. Bo właśnie ten "biznes" to są tacy prawdziwi księgowi, którzy (powinni) znać wyżej wymienione akty i na ich podstawie przekazywać "wprowadzaczowi" w formie dżurnala dane do wprowadzenia w systemie finansowo-księgowym.

No właśnie. To nie jest tak. A jak jest? Przekonamy się już w najbliższym odcinku :)

Tymczasem do następnego przeczytania :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Rękopis znaleziony w starych dokumentach

Mój dziadek drugi od prawej.  Zabawne jakie rzeczy można znaleźć wśród starych szpargałów, do których nikt normalny nie przywiązuje żadnej wagi. Można znaleźć na przykład taki kawalerski krzyż odrodzenia Polski. Niby nic nadzwyczajnego, bo przecież górnikom nadawano takie odznaczenia zawsze po 30 latach pracy i dlatego nazywany był orderem chlebowym, z racji tego że dawał on prawo do specjalnych dodatków do emerytury. Nie zmienia to jednak faktu, że moja babcia, kiedy mój dziadek przyniósł ten krzyż, wzniosła podobno oczy do nieba wzdychając: "Kolejny krzyż. A coś do tego dostałeś jeszcze?", na co mój dziadek odparł z zadowoleniem "Dyplom", nie rozumiejąc pewnie w ogóle nastawienia babci. No ale co jeszcze można znaleźć w takich szpargałach. Można znaleźć jeszcze świadectwa szkolne dziadków, które raczej nie odznaczały się wybitnymi osiągnięciami, co jednak nie przeszkodziło dziadkom w zrobieniu kariery zawodowej. Można znaleźć również świadectwa różnych dz...