Przejdź do głównej zawartości

Sztuka obiecywania

 




Moi drodzy. Zauważyłam, że większość osób aktywnych w komentarzach dotyczących polityki w Chorzowie, zainteresowała się nią dopiero koło 2023 roku. Tymczasem sytuacja, która ma miejsce dzisiaj, zaczęła się wiele lat temu. Jak wiecie bardzo lubię zajmować się  wiwisekcjami różnych narracji, w związku z czym, tym razem na warsztat biorę obietnice dotyczące wybudowania stadionu Ruchu Chorzów.

 Cofnijmy się zatem w czasie do roku 2016, kiedy to gruchnęła wieść, że ówczesny prezes klubu, Dariusz Smagorowicz, zaciągał wysoko oprocentowane pożyczki na regulację bieżących zobowiązań. Pożyczki te doprowadziły do narastającej spirali długów, która z kolei spowodowała, że Pan Smagorowicz postawił Miastu Chorzów, wtedy jeszcze reprezentowanemu przez Andrzeja Kotalę ultimatum, że albo Miasto da klubowi 18 milionów złotych, albo klub upadnie. Po wielu burzliwych dyskusjach, Miasto zgodziło się na jej udzielenie. W tym samym czasie okazuje się jednak, że prezes Smagorowicz w dokumentach poświadczył nieprawdę, za co spółka Centrum Przedsiębiorczości, na którą wtedy scedowano udzielenie tej pożyczki, zawiadomiła prokuraturę.

Oto kilka wypowiedzi Andrzeja Kotali z tamtych czasów:

To była bardzo trudna decyzja, ale gdybyśmy jej nie podjęli, to Ruch pewnie grałby w IV lidze, a to byłoby dla klubu jeszcze gorsze, bo zostałyby nam koszty jego utrzymania, a znikły wpływy z tytułu praw telewizyjnych czy transferów zawodników. Mam nadzieję, że ta sesja dała prezesowi Smagorowiczowi dużo do myślenia, bo to on doprowadził klub do takiej sytuacji. To wybór mniejszego zła, bo o dwa lata musimy odłożyć nasze marzenia o budowie nowego stadionu na Cichej. Radni dali mi zielone światło, ale to czy umowa pożyczki zostanie podpisana zależy od negocjacji z prezesem Smagorowiczem, na które mam 14 dni. Zrobię bowiem wszystko, by ta pożyczka była jak najlepiej zabezpieczona. Jeśli właściciel Ruchu nie zaakceptuje przedstawionych mu warunków, to ja tej umowy nie podpiszę. Wypłata pieniędzy w trzech transzach po 6 mln zł pozwoli nam zachować nad nimi większą kontrolę.

Kwota pożyczki budzi kontrowersje. To pieniądze, które jednak umożliwiają przetrwanie i dalszą grę w Ekstraklasie. Ruch to ikona naszego miasta. Ta „eRka”, która jest szargana, licytowana, przenoszona, nie jest wartością spółki, a całego miasta. Różna była sytuacja klubu w przeszłości, ale nigdy nie była aż tak zła. I to jest wina ludzi, którzy dziś zarządzają klubem. By ratować klub musimy rezygnować z budowy nowego stadionu, remontów ulic, przedszkoli i wielu innych ważnych inwestycji. Uważam, że prezes Smagorowicz powinien mieć świadomość, że wraz z udzieleniem tej pożyczki zakończy się eldorado w zarządzaniu, a miasto będzie traktowane jak partner, a nie jak zło konieczne.


Czyli, jak widzimy, pożyczka w wysokości 18 milionów, za którą obecnie Andrzej Kotala ma zarzuty dotyczące niegospodarności, tak naprawdę uratowała klub. Bo gdyby jej wtedy nie udzielono, nie byłoby nawet po co budować stadionu, skoro klub by nie istniał.

Podobnie zresztą ma się sprawa z kolejnymi zarzutami wobec Andrzeja Kotali, jak wynagradzanie Ruchu Chorzów za promocję miasta oraz wykupywanie kolejnych pakietów akcji. O Promocji miasta przez sport, w której to sprawie podobno przesłuchiwany był Szymon Michałek, tak wypowiadał się w 2019 roku Tomasz Ferens, były już rzecznik prasowy Ruchu 

warunkiem jest podjęcie pewnych działań promocyjnych, które w harmonogramie rzeczowo-finansowym zostały rozpisane na miesiąc lipiec. Miasto mówi: podejmijcie je, to dostaniecie pieniądze. Drugi akcjonariusz odpowiada: dopóki miasto nie da pieniędzy, ja też nie dam. I tak obie strony przerzucają na siebie odpowiedzialność jak dzieci w piaskownicy. Zaparli się i wzajemnie robią sobie na złość. A najbardziej cierpi na tym Ruch. Pieniądze z promocji miasta moglibyśmy zdobywać w kolejnych miesiącach i może dzięki temu byłaby wreszcie jakaś płynność, ale najpierw trzeba uratować klub. Środki są potrzebne tu i teraz, nie można dłużej czekać.


Tutaj przedstawiam fragment oświadczenia byłego prezesa Ruchu Chorzów Janusza Patermana związanego z jego odejściem w 2019 roku:

Swojej pracy dla Ruchu Chorzów nigdy nie traktowałem w kategoriach biznesu. Rezygnuję, bo chociaż od roku nie mam już bezpośredniego wpływu na to w jakiej sytuacji znajduje się mój Klub, to czuję się za niego współodpowiedzialny, bo noszę go w sercu. Głosy części kibiców domagających się mojej rezygnacji przyjmuję ze zrozumieniem lecz nie miały one najmniejszego wpływu na moją decyzję. Rozumiem punkt widzenia kibica, bo sam nim jestem. Kibic ma prawo żądać wyników i rozliczać prezesów, gdy tych wyników brakuje. Ale wiem też jak działają media społecznościowe i jaką mają siłę kreowania obrazu rzeczywistości. Nawet niewielka grupa niezadowolonych potrafi nadawać ton dyskusji, tworząc wrażenie, że są głosem całego środowiska, gdy tymczasem są jego głośną ale niereprezentatywną cząstką. Nie mam powodu do wstydliwej ucieczki, gdyż wiem, że wielu kibiców docenia moją pracę dla Ruchu.

A tutaj przedstawiam fragment odpowiedzi kibiców Ruchu Chorzów na to oświadczenie:

Mówi Pan o kontynuowaniu tradycji i zachowaniu prawa do tytułów i historii klubu, ignorując fakt, że są sposoby, aby nowe spółki przejmowały historię i tradycje klubów. Tak zrobiono między innymi w Łodzi czy w Bytomiu. Zainteresował się Pan tym rozwiązaniem? Szlachetnym była próba spłaty długów zaciągniętych przez poprzedników, dzięki czemu wierzyciele mogli odzyskać swoje pieniądze, problem jednak w tym, że niedługo kibice dowiedzą się do kogo trafia jedna trzecia raty układowej i kto zyskał na układzie. Mało tego, od momentu wejścia układu w życie zaciągnęliście 6 milionów nowych zobowiązań i jedynym sposobem na ich spłatę który macie jest miejska kasa. Zobowiązania gotówkowe objęte układem wynoszą 8 mln zł, a nowe zadłużenie wynosi 6 mln zł. Pytamy ponownie, komu chce Pan mydlić oczy? 

Ponieważ obie te wypowiedzi nie są, że tak powiem, "kompatybilne", poprosiłam o pomoc Gemini w przeanalizowaniu z czego te różnice zdań pochodzą.


1. Utrata wpływów z Canal+ i Ekstraklasy

To był najbardziej bolesny cios finansowy. Spadek z Ekstraklasy (2017), a rok później z I ligi (2018), oznaczał gigantyczną dziurę w budżecie:

  • Prawa telewizyjne: W Ekstraklasie kluby otrzymywały wtedy od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. W I lidze te kwoty są drastycznie niższe, a w II i III lidze – niemal zerowe.

  • Koszty bez zmian: Ruch miał kontrakty z piłkarzami i pracownikami podpisane na poziomie ekstraklasowym, których nie udało się szybko rozwiązać lub renegocjować.

2. „Życie na kredyt” i pożyczki z miasta

Zamiast restrukturyzacji i cięcia kosztów, klub ratował płynność pożyczkami.

  • Miasto Chorzów przelewało kolejne transze (łącznie ok. 18 mln zł), które zamiast na rozwój, szły na „zasypywanie dziur” i spłatę najpilniejszych zaległości, by w ogóle otrzymać licencję na grę.

  • To generowało błędne koło: dług nie znikał, tylko zmieniał właściciela (z prywatnych firm/ZUS na miasto).

3. Katastrofalna polityka transferowa

W okresie, o który pytasz (kadencja Janusza Patermana), do klubu sprowadzano wielu zawodników, którzy:

  • Pobierali bardzo wysokie pensje (często nieadekwatne do formy).

  • Nie prezentowali poziomu sportowego pozwalającego na utrzymanie się w lidze.

  • Rozwiązania kontraktów: Gdy zawodnicy odchodzili z winy klubu (przez brak wypłat), Ruch musiał im płacić odszkodowania, co generowało kolejne miliony długu.

4. Spłata układu (Restrukturyzacja)

Paradoksalnie, samo zawarcie układu z wierzycielami też generowało presję finansową.

  • Klub musiał regularnie spłacać raty starych długów (z czasów poprzedniego prezesa, Dariusza Smagorowicza).

  • Jeśli Ruch nie miał bieżących przychodów (bo spadł z ligi), każda rata układowa była płacona z pieniędzy, których brakowało na prąd, pensje czy wynajem stadionu.

5. Brak nowych sponsorów i bojkot

Konflikt na linii kibice – zarząd doprowadził do tego, że:

  • Fani przestali przychodzić na mecze (brak wpływów z biletów).

  • Sponsorzy omijali klub szerokim łukiem, nie chcąc być kojarzeni z toksyczną atmosferą i protestami.


Podsumowując: Zadłużenie rosło, bo Ruch wydawał pieniądze, których nie zarabiał, licząc na szybki powrót do elity. Gdy awans nie przyszedł, a długi z przeszłości (układ) zaczęły „pukać do drzwi”, struktura finansowa klubu całkowicie się zawaliła.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Gemini również może ulegać halucynacjom, natomiast ja osobiście nie jestem w stanie tych wiadomości zrewidować. Jeśli ktoś z was ma jakieś źródła na ten temat, proszę o ich podanie.

Zastanawia mnie jednak ta zaciętość fanów Szymona Michałka w doprowadzeniu Andrzeja Kotali przed sąd. Z podanych wypowiedzi jasno wynika, że faktycznie, gdyby te kwoty nie zostały Ruchowi przyznane, klub by już nie istniał. Czy w takim razie jest w ogóle jakiś sens w przedstawianiu Andrzeja Kotali jako kryminalisty z zarzutami na koncie, kiedy to jest jednak jasne, że działania byłego prezydenta wynikały z chęci  pomocy klubowi, który wtedy od prawie 100 lat był wizytówką miasta?

Nie jestem zwolenniczką Andrzeja Kotali. Ma wiele za uszami. Jednakże przedstawianie go jako złodzieja w tym kontekście, jest co najmniej nieadekwatne.

Tym bardziej, że przecież miasto w tej chwili również chce wspomagać Ruch Chorzów na tych samych zasadach. Nie ma więc w sumie czemu się dziwić, że radni popisowej opozycji wstępnie odrzucili projekt budżetu. Czy wy drodzy czytelnicy zaakceptowalibyście dokument, o którym wiedzielibyście, że może wam grozić zarzutami karnymi? No ja na pewno nie. 

Dziwi mnie w tej chwili tylko narracja Drużyny Michałka, która uparcie twierdzi, że robi się im na złość. W sumie nie ma się czemu dziwić tej narracji o złośliwych radnych, skoro z góry wiadomo, że przekazywanie kwot z budżetu miasta na prywatny klub sportowy, obecnie jest traktowane przez prawników jako precedens, który może oznaczać koniec kroplówek z miejskich budżetów dla zawodowych klubów sportowych w całej Polsce. Jest bardzo łatwo głosować za budżetem, o którym wiadomo, że w przyszłości może być potraktowany jako zarzut karny, więc rozsądni ludzi zawsze będą głosować przeciw.

A wy co o tym sądzicie?

Poniżej przedstawiam linki do artykułów, z których korzystałam przy tej wiwisekcji.

Bardzo dziękuję za lekturę

Smagorowicz po prostu nas okłamał!       

Kto naprawdę rządzi w Ruchu?    

Nie będziemy umierać w ciszy    

Chorzów uratuje Ruch Chorzów   

Oświadczenie grup kibicowskich Niebieskich

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na co komu ta księgowa?

Specjalnie posłużyłam się powyższym obrazkiem, gdyż  większości "korpoksięgowych" czy może raczej "ekauntantów" taki obrazek wydaje się widokiem z obcej planety. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "księgowość" większości takich osób wydaje się wprowadzaniem danych do systemu. Oczywiście danych zaciąganych automatycznie z ekselowskich plików lub też podawanych w mejlach od "biznesu". Skąd te dane "biznes" bierze? To raczej mało istotne. Istotne jest aby były one przekazane do systemu w wymagany  procedurą, ustalony i zatwierdzony przez "menedżerów" sposób. Oczywiście odpowiednio sformatowany i odpowiednio opisany. Do czego ma to służyć, skąd się wzięło i w jaki sposób powinno to zostać zinterpretowane, to już takich "korpoksięgowych" nie obchodzi, bo też rzadko kiedy takie rzeczy wiedzą. Najważniejsza jest przecież szybkość i sprawnie opanowany excel. Kiedy takie "korpoludki" jadą na  "tranzyszy...

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Rękopis znaleziony w starych dokumentach

Mój dziadek drugi od prawej.  Zabawne jakie rzeczy można znaleźć wśród starych szpargałów, do których nikt normalny nie przywiązuje żadnej wagi. Można znaleźć na przykład taki kawalerski krzyż odrodzenia Polski. Niby nic nadzwyczajnego, bo przecież górnikom nadawano takie odznaczenia zawsze po 30 latach pracy i dlatego nazywany był orderem chlebowym, z racji tego że dawał on prawo do specjalnych dodatków do emerytury. Nie zmienia to jednak faktu, że moja babcia, kiedy mój dziadek przyniósł ten krzyż, wzniosła podobno oczy do nieba wzdychając: "Kolejny krzyż. A coś do tego dostałeś jeszcze?", na co mój dziadek odparł z zadowoleniem "Dyplom", nie rozumiejąc pewnie w ogóle nastawienia babci. No ale co jeszcze można znaleźć w takich szpargałach. Można znaleźć jeszcze świadectwa szkolne dziadków, które raczej nie odznaczały się wybitnymi osiągnięciami, co jednak nie przeszkodziło dziadkom w zrobieniu kariery zawodowej. Można znaleźć również świadectwa różnych dz...