Przejdź do głównej zawartości

Posty

O kulcie słabego charakteru słów kilka

  Czy zdarzyło wam się kiedyś  usłyszeć takie pytanie: "Czy masz jakieś zainteresowania?" "Czy masz jakieś hobby?", "Czym się zajmujesz?"...? I co na takie pytanie odpowiadacie? Czy też może, tak jak ja, macie często wrażenie, że różne ciekawostki językowe, historyczne, kulturalne, analizy zjawisk a może raczej fenomenów kulturowych, a właściwie popkulturowych, dekonstrukcja stereotypów i schematów myślowych, a także istota odporności na wiedzę finansowo-księgową wśród "byznesmenów" i urzędników układających przepisy podatkowe oraz ich interpretacje, ciekawe i jeszcze nie odkryte przez was miejsca w okolicy bliższej i dalszej, kompulsywne oglądanie reportaży i filmów podróżniczych, a także wywiadów z ciekawymi ludźmi na Youtube (tu wstaw inne szczegółowe hobby, którego istotę rozumiesz tylko Ty) często wydają wam się zbyt banalną odpowiedzią, więc odpowiadacie, że interesuje was literatura i film, a w wolnych chwilach chodzicie po górach? A kiedy...

Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej

Nie. Wbrew pozorom nie jest to parafraza tytułu filmu o Boracie, a hasło reklamujące cel polityki Edwarda Gierka w latach 1971 - 1975.  Faktycznie, w latach siedemdziesiątych, dzięki zagranicznym kredytom żyło się w Polsce lepiej. Powstają osiedla z wielkiej płyty. Na mieszkanie trzeba poczekać, ale jest ono w miarę tanie. Młode małżeństwa dostają specjalne kredyty, za które kupują lodówki, pralki, telewizory, meble - wszystko na raty. Można dostać talon na samochód, a nawet pozwolić sobie na zagraniczne wakacje w Bułgarii, Rumunii czy na Krymie.  Tymczasem Ryszard Kapuścińki w 1978 roku publikuje "Cesarza", który początkowo ukazywał się jako cykl reportaży w odcinkach "Trochę Etiopii" w czasopiśmie "Kultura". "Cesarz" był chyba pierwszym reportażem, co ja mówię, pierwszą pozycją literatury faktu, którą przeczytałam z takim przejęciem. Wcześniej jakoś nie ciągnęło mnie do tego typu książek. A tutaj zbliża się egzamin z literatury dwudziestego wie...

Jak działa rynek?

Przyznam szczerze, że nie zamierzałam publikować żadnego posta na ten  temat. Jednak widząc jak wielka panuje ignorancja na temat funkcjonowania rynku, pozwoliłam sobie pochylić się nad tym problemem. I chodzi mi tu zarówno o ignorancję osób, które uważają, że państwo jest od tego żeby chronić obywatela, jak i tak zwanych "wolnorynkowców".  Przy czym mówiąc "ignorancja", mam na myśli niedouczenie osób ślepo powtarzających slogany swoich idoli, "celebrytów ekonomicznych". Moim zdaniem i jedni i drudzy o podstawowych mechanizmach rynkowych zapomnieli i dzięki temu trochę za bardzo "odpłynęli". Jestem też absolutnie przekonana, że taką samą ignorancję zaraz zarzuci się i mnie. Ale jest jedna różnica. Ja nie opowiadam o żadnych szkołach ekonomicznych ani też o żadnych "cudownych" metodach uzdrowienia gospodarki.  Opowiadam jedynie o mechanizmach, do których każda z tak zwanych "szkół ekonomicznych" się odnosi. Od razu na początku ...

Podstawowe prawo aerowe

Dobra. To tym razem przejdę prosto do rzeczy. Zysk i przychód to nie są pojęcia wymienne. Co prawda zysk zależy od przychodu, ale przychód od zysku już niekoniecznie. I myślę, że najprościej wyjaśnić to za pomocą pewnej zabawnej historyjki, która sprawi, że będziecie teraz mądrzejsi przynajmniej od jednej tim liderki aerowej. Otóż przytrafiło mi się kiedyś, że klient przysłał do mnie mail z informacją, że taka a taka kwota zostanie przelana z rachunku bankowego jednej spółki do drugiej w ramach pożyczki. W mojej korporze księgowaniem wyciągów bankowych zajmuje się właśnie dział Accounts Receivables, czyli należności, (po niemiecku Debitoren) czyli AR, czyli aery.  Może teraz tak wstępnie pokażę jak wygląda (w schematycznym uproszczeniu) konto księgowe, czyli "szubienica", na której "wieszamy" nasze dane. Najważniejsze jest dla nas, po której stronie  i co zapisujemy. Czy  po debecie (Dt, Wn, po niemiecku Soll) czy po kredycie (Ct, Ma, Haben).  Zasada jest prosta. Ma...

Nie taka zła ta rozmowa kwalifikacyjna jak ją malują.... powiedział Człowiek-Na Opak

Ostatnio krąży po necie taki łańcuszek, polegający na podaniu 3 do 5 faktów o Tobie, które zaskoczą Twoich znajomych. Biorąc pod uwagę, że (wydaje mi się) jestem tak zaskakującym człowiekiem, że moi znajomi są doskonale przyzwyczajeni do tego, że u mnie wszystko jest na opak, pewnie nie będą zaskoczeni, że: - zasypiam na rozmowach o ciuchach, kosmetykach i zdrowiu - uwielbiam rozmowy kwalifikacyjne (reszta przy następnej nominacji  😁) I często się tak nad sobą zastanawiałam, skąd to moje uwielbienie, dla tak stresującego wydarzenia w życiu człowieka, jakim jest ta rozmowa. I znalazłam wyjaśnienie. Dzieje się tak ponieważ mogę w sposób nieskrępowany opowiadać o sobie, rozmówca zadaje mi autorefleksyjne pytania i nie przerywa  mojego autotematycznego słowotoku 😁 Ktoś mógłby złośliwie wytknąć po tak pełnym samouwielbienia i egocentryzmu monologu, że przecież celem rozmowy kwalifikacyjnej nie jest autorefleksyjny monolog, tylko zdobycie pracy. A niestety żyjemy w takich czasach,...

Sweet 90s

Wkręciłam się ostatnio w podcast Anny Gacek "Sweet 90s" i ciągle chodzą mi te lata dziewięćdziesiąte po głowie. W sensie chodzą mi po głowie sposób, w jaki  ja je zapamiętałam. A zapamiętałam je zupełnie inaczej niż sposób w jaki pokazywane są w popkulturze. I piosenki też trochę inne i inaczej pamiętam niż przedstawia to Anna Gacek. Biorąc pod uwagę, że w roku dziewięćdziesiątym, w czerwcu, skończyłam 8 lat, a w dwutysięcznym, też w czerwcu, 18 lat, to cała ta dekada mieści się dokładnie w okresie, w którym dorastałam. I chociaż teraz powszechnie wszystkim wmawia się, że to są ostatnie lata, w których "królował" Rock (w bardzo różnych odmianach), to wydaje mi się, że dla ludzi, którzy tak jak ja, w tej dekadzie z dziecka stawali się człowiekiem dorosłym (przynajmniej w teorii), wyglądało to jednak trochę inaczej. No więc dla mnie i w roku dziewięćdziesiątym i w dwutysięcznym są takie utwory, które mogą być uznane (oczywiście tylko przeze mnie) za takie cezur...

Dyskretny urok apecji

Jakiś czas temu obejrzałam Le Mans 66 w reżyserii Jamesa Mangolda i najbardziej wkurzyła mnie postać Leo Beebe, czyli marketingowca Forda. Wkurzyła mnie tym bardziej, że chociaż znam hollywoodzkie standardy i wiem, że zawsze musi znaleźć się jakiś czarny charakter, najczęściej w roli pyszałkowatego i ograniczonego ignoranta, którego jedynym sensem istnienia jest uprzykrzanie życia głównym bohaterom, to jednak z takimi "postaciami" spotykam się na codzień. Więc tym razem będzie o tym, jak to tacy pyszałkowaci, ograniczeni ignoranci utrudniają życie całemu szerd serwises delywery senter. Na tapet bierzemy koszty. Otóż co to są koszty? Najprościej chyba wytłumaczyć to na przykładzie konta bankowego. Jeśli pieniądze "schodzą" z konta to znaczy, że to są koszty, a jeśli kasa "wpływa" na konto, to znaczy, że to są przychody. Prawda, że to nic trudnego? A teraz proszę sobie zapamiętać poniższe zdanie raz na zawsze: Koszty nie mają nic wspólnego z kasą...