Przejdź do głównej zawartości

Sztuka obiecywania... I jej konsekwencje

 


Pieniądze lubią ciszę, a finanse publiczne bezwzględną logikę. Niestety, na styku samorządu i zawodowego sportu od lat obowiązują inna zasady, oparte na emocjach, gdzie twardy arkusz w Excelu próbuje się zastępować „porywem serca” i szantażem emocjonalnym.

Ostatnie wydarzenia wokół Ruchu Chorzów, prywatnych akcjonariuszy spółki i Prezydenta Miasta Szymona Michałka to podręcznikowy przykład tego, co w teorii zarządzania nazywa się pokusą nadużycia, a w języku potocznym – prywatyzacją zysków i uspołecznianiem strat.

W całej tej sprawie najbardziej uderza jednak potężny wymiar politycznej hipokryzji.

Warto przypomnieć, że Szymon Michałek budował swój kapitał polityczny m.in. na głośnej krytyce poprzednich władz miasta. Aktywnie uczestniczył w procesach i przesłuchaniach, które w konsekwencji doprowadziły do postawienia zarzutów niegospodarności byłemu prezydentowi Andrzejowi Kotali oraz kilkunastu innym urzędnikom za mechanizm dokapitalizowywania spółki z miejskiej kasy.

Wtedy przekaz był prosty i chwytliwy: „Poprzednicy łamali prawo, pompowali publiczne pieniądze bez głowy i odpowiadać powinni za to przed prokuratorem”.

Co dzieje się dzisiaj? Po przejęciu władzy mechanizm wcale nie uległ uzdrowieniu. Zamiast przejrzystego, rynkowego i bezpiecznego prawnie modelu, otrzymaliśmy dokładnie ten sam schemat pompowania miejskich środków, tyle że... dokumentowany i sklejany na ślinę za pomocą prawnych fikołków. Próba przemycania dotacji celowych pod hasłem pro publico bono to nic innego jak próba ominięcia tych samych przepisów, za których łamanie wcześniej rozliczano poprzedników.

Zacznijmy od propozycji, która padła z ust prywatnych akcjonariuszy spółki, w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Zachodniemu: skoro Miasto nie chce/nie może pompować gotówki w akcje, niech wymieni na nie swoje... zbędne nieruchomości.

Brzmi niewinnie? Przetłumaczmy to z języka PR na język finansów:

Miejskie nieruchomości to twardy kapitał. Mówienie o „niepotrzebnych działkach czy budynkach” to manipulacja. Miejska nieruchomość sprzedana w transparentnym przetargu daje żywą gotówkę, którą można przeznaczyć na remont drogi, modernizację szkoły czy dofinansowanie szpitala.

Akcje stratnej spółki to ryzyko. Prywatni inwestorzy, wiedząc, że model biznesowy spółki się wyczerpał, próbują bezpiecznie ewakuować swój kapitał. W zamian za realne grunty proponują gminie papiery wartościowe podmiotu, który generuje stały ujemny przepływ pieniężny.

To nie jest „partnerstwo publiczno-prywatne”. To zakamuflowany transfer majątku mieszkańców do podmiotu komercyjnego.

A teraz wyobraźmy sobie scenariusz, w którym finanse publiczne traktuje się z dorosłą odpowiedzialnością, a nie jak emocjonalną skarbonkę.

Najkorzystniejszym ekonomicznie i społecznie rozwiązaniem dla Chorzowa byłoby pozbycie się przez miasto posiadanego pakietu akcji Ruchu Chorzów.

Gdyby Miasto, zamiast dokupować pakiety i kombinować z nieruchomościami, wystawiło swój pakiet akcji na sprzedaż, uzyskałoby realny, potężny zastrzyk gotówki. Pieniądze ze sprzedaży tych udziałów mogłyby trafić dokładnie tam, gdzie są najbardziej potrzebne – na przywrócenie cywilizowanych standardów w tkance mieszkaniowej miasta.

Za te środki można by przeprowadzić kompleksowy program doposażenia mieszkań komunalnych znajdujących się w zasobach PGM w łazienki i węzły sanitarne. Przesunięcie kapitału z wirtualnych akcji spółki sportowej na twardą poprawę warunków życiowych setek chorzowskich rodzin to podręcznikowy przykład realnego pro publico bono. Zamiast finansować straty giełdowego podmiotu, miasto budowałoby wartość majątku komunalnego i podnosiło jakość życia mieszkańców.

Niestety w tej chwili próba zamiany spółki akcyjnej w podmiot non-profit / pro publico bono ma umożliwić jedynie stały dopływ publicznych pieniędzy bez konieczności ciągłego skupowania akcji.

Za tą erystyczną zasłoną dymną kryją się twarde przyczyny:

  • Efekt mrożący Prokuratury: Po tym, jak katowicka Prokuratura Okręgowa postawiła zarzuty samorządowcom za wcześniejsze dokapitalizowywanie spółki, tradycyjny zakup akcji stał się dla urzędników zbyt niebezpieczny.

  • Próba obejścia przepisów o pomocy publicznej: Nadanie spółce akcyjnej statusu „działalności społecznej” miało otworzyć furtkę do wypłacania prostej dotacji celowej – tak, jak wypłaca się ją stowarzyszeniu czy fundacji.

Plan zderzył się jednak ze ścianą. Towarzystwo Finansowe Silesia (akcjonariusz mniejszościowy) zaskarżyło uchwałę do sądu, a KRS wstrzymał procedurę. Spółka giełdowa z definicji służy osiąganiu zysku – nie da się jej czarodziejską różdżką zmienić w instytucję charytatywną tylko po to, by samorządowy budżet miał podkładkę pod przelew.

Szymon Michałek wygrał wybory na fali kibicowskiego entuzjazmu, ale fotel Prezydenta Miasta oznacza prawną i osobistą odpowiedzialność za majątek gminy. Krytykowanie poprzedników w prokuraturze było łatwe – obrona własnych, szytych grubymi nićmi decyzji będzie znacznie trudniejsza.

Gdyby doszło do realizacji scenariusza z „wymianą nieruchomości za akcje” lub forsowania dotacji obarczonych wadą prawną, włodarz miasta wkracza na pole minowe prawa karnego:

Niegospodarność wielkich rozmiarów (Art. 296 Kodeksu Karnego). Jako osoba zobowiązana do zajmowania się sprawami majątkowymi gminy, prezydent odpowiada za wyrządzenie jej szkody majątkowej. Przekazanie realnego majątku (gruntów) za akcje podmiotu ryzykownego to podręcznikowy przykład niedopełnienia obowiązku gospodarności. Grozi za to od 1 roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Przekroczenie uprawnień / Niedopełnienie obowiązków (Art. 231 Kodeksu Karnego). Podejmowanie decyzji finansowych, które ewidentnie przynoszą korzyść prywatnym akcjonariuszom kosztem interesu publicznego, kwalifikuje się jako przestępstwo urzędnicze – zagrożone karą do 10 lat więzienia (gdy celem jest osiągnięcie korzyści majątkowej dla innego podmiotu).

Cień konfliktu interesów i politycznego długu. Gdyby w tle jakichkolwiek decyzji majątkowych pojawiały się powiązania z czasów kampanii wyborczej lub wsparcie ze strony inwestorów powiązanych ze spółką, organa kontrolne (CBA, RIO, Prokuratura) natychmiast podejmą badanie pod kątem płatnej protekcji lub korupcji.

Sponsoring sportu, promocja miasta i wspieranie dzieci oraz młodzieży to jedno. Ale traktowanie budżetu samorządu jak pobłażliwych rodziców, którzy z bezkrytycznym zachwytem wspomagają roszczeniowe dziecię i odkupują ryzyko od prywatnych inwestorów za miejskie działki, to wrzucenie szóstego biegu na autostradzie do sprzeniewierzenia pieniędzy podatników i kryminału.

Historia zatoczyła koło w sposób wyjątkowo cyniczny, bezwzględnie weryfikując morale głównych aktorów tego spektaklu. Z jednej strony mamy prywatnych akcjonariuszy, których propozycja jest podręcznikowym przykładem biznesowej bezczelności – próbą ewakuacji własnego ryzyka kosztami lokalnego podatnika i potraktowania majątku miasta jak darmowej izby przyjęć dla nieudanego biznesu. Z drugiej strony staje Prezydent Szymon Michałek: człowiek, który wczoraj pełnił rolę surowego prokuratora i moralnego biczownika „starych układów”, a dziś sam zręcznie uczy się pisać przepisy na kolanie, byle tylko uzasadnić transfer publicznych środków.

Ta symbioza politycznego oportunizmu i prywatnej zachłanności jest po prostu etycznie niedopuszczalna. Emocje sportowe jednak mijają, kibicowskie pieśni cichną, a prokuratorska i sądownicza machina nie żywi się sentymentami. Za przehandlowanie publicznego majątku w imię wygody i porywów serca odpowiada się osobiście, bezterminowo i z własnego nazwiska.

Czas najwyższy, aby w chorzowskim dyskursie publicznym oddzielić sentyment od bezczelności, a historyczny patos od twardej ekonomii. Szacunek dla tradycji z 1920 roku nie ma nic wspólnego z bezrefleksyjną zgodą na manko w kasie spółki z o.o. czy S.A. Prawdziwą dbałością o tradycję jest odpowiedzialność, przejrzystość i szacunek dla majątku wspólnego całego miasta, a nie mylenie tożsamości historycznej z ruchem na koncie bankowym prywatnych udziałowców. Legendy Ruchu Chorzów nie budowali giełdowi spekulanci, menedżerowie uciekający przed stratami czy politycy szukający taniego poklasku pod trybunami. Tworzyli ją ludzie utożsamiający się z wartościami śląskiego etosu  – uczciwością, rzetelną pracą i szacunkiem dla wspólnego dobra. Próba zasłaniania eRką na piersi zwykłej niegospodarności, próba szantażowania obywateli stuletnią historią w celu wyciągnięcia z ich kieszeni kolejnych milionów na łatanie dziur w prywatno-miejskim podmiocie to nie żaden patriotyzm lokalny – to moralna i cywilizacyjna klęska. Mieszkańcy Chorzowa zasługują na godne warunki życia, przejrzyste finanse publiczne i samorząd, który zamiast poddawać się emocjonalnemu terrorowi, potrafi twardo stanąć w obronie każdego grosza ze swoich podatków. Dziś prawdziwym sprawdzianem z dojrzałości dla lokalnej władzy nie jest głośne śpiewanie na stadionie, lecz umiejętność powiedzenia „nie” cwaniackim próbom przerzucania ryzyka na barki najuboższych.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na co komu ta księgowa?

Specjalnie posłużyłam się powyższym obrazkiem, gdyż  większości "korpoksięgowych" czy może raczej "ekauntantów" taki obrazek wydaje się widokiem z obcej planety. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "księgowość" większości takich osób wydaje się wprowadzaniem danych do systemu. Oczywiście danych zaciąganych automatycznie z ekselowskich plików lub też podawanych w mejlach od "biznesu". Skąd te dane "biznes" bierze? To raczej mało istotne. Istotne jest aby były one przekazane do systemu w wymagany  procedurą, ustalony i zatwierdzony przez "menedżerów" sposób. Oczywiście odpowiednio sformatowany i odpowiednio opisany. Do czego ma to służyć, skąd się wzięło i w jaki sposób powinno to zostać zinterpretowane, to już takich "korpoksięgowych" nie obchodzi, bo też rzadko kiedy takie rzeczy wiedzą. Najważniejsza jest przecież szybkość i sprawnie opanowany excel. Kiedy takie "korpoludki" jadą na  "tranzyszy...

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Sztuka obiecywania

  Moi drodzy. Zauważyłam, że większość osób aktywnych w komentarzach dotyczących polityki w Chorzowie, zainteresowała się nią dopiero koło 2023 roku. Tymczasem sytuacja, która ma miejsce dzisiaj, zaczęła się wiele lat temu. Jak wiecie bardzo lubię zajmować się  wiwisekcjami różnych narracji, w związku z czym, tym razem na warsztat biorę obietnice dotyczące wybudowania stadionu Ruchu Chorzów.  Cofnijmy się zatem w czasie do roku 2016, kiedy to gruchnęła wieść, że ówczesny prezes klubu, Dariusz Smagorowicz, zaciągał wysoko oprocentowane pożyczki na regulację bieżących zobowiązań. Pożyczki te doprowadziły do narastającej spirali długów, która z kolei spowodowała, że Pan Smagorowicz postawił Miastu Chorzów, wtedy jeszcze reprezentowanemu przez Andrzeja Kotalę ultimatum, że albo Miasto da klubowi 18 milionów złotych, albo klub upadnie. Po wielu burzliwych dyskusjach, Miasto zgodziło się na jej udzielenie. W tym samym czasie okazuje się jednak, że prezes Smagorowicz w dokumenta...