Przejdź do głównej zawartości

Oczerniaj śmiało. Coś się zawsze przyczepi. A już na pewno będzie śmierdzieć...


 

W świecie publicznym istnieje jedna, niezwykle tania w utrzymaniu, a przy tym porażająco skuteczna technika zarządzania kryzysem wizerunkowym. Stara rzymska zasada mówi: „Śmiało oczerniaj, zawsze coś się przyczepi”. W wersji współczesnej, podwórkowo-korporacyjnej, brzmi to prościej: wylej na kogoś wiadro gówna, na pewno coś się przyczepi, a już na pewno będzie wszystkim śmierdzieć na kilometr.

Wydarzenia które rozegrały się wokół inicjatywy referendalnej w Chorzowie to podręcznikowy pokaz tej strategii w mikroskali samorządowej. Obserwując to z boku, trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast debaty o systemowym zarządzaniu miastem, zafundowano mieszkańcom spektakl, którego jedynym celem było odwrócenie uwagi od istoty problemu.

Gdzie kończy się wyrażanie własnego zdania, a zaczyna ordynarne oblewanie gównem? Granica jest chirurgicznie ostra, choć PRowcy robią wszystko, by ją rozmyć:

Wyrażenie własnego zdania skupia się na faktach i decyzjach. Przykład ad rem: „Wg. Inż. Freja autora najnowszej ekspertyzy :1. Estakada zachowała nośność wystarczającą do przywrócenia ruchu aut do 3,5 tony po jednej jezdni w każdym kierunku i ruchu tramwajów z mijanką. 2.Brak podstaw do ograniczeń ruchu pod estakadą. 3.Podparcie estakady uznała za nieuzasadnione i niecelowe. 4.Estakadę można używać bez żadnych robót wzmacniających konstrukcje przez okres do 5 lat, po każdym roku przeprowadzić analizę stanu technicznego estakady.

Oblewanie gównem przenosi ciężar na intencje i moralność. Przykład ad personam: „Panie Marku, czas na emeryturę. Oszczędź dzieciom i wnukom wstydu. Na pewnie nie jest im na rękę że Pan ciągle pajacujesz.”.

Zauważmy, że wyrażenie zdania, nawet ostre, dąży do konfrontacji stanowisk i systemowej zmiany. Oblewanie gównem ma na celu unicestwienie wizerunkowe. Tu nie chodzi o to, by wejść w polemikę, ale by przeciwnika trwale skazić, odebrać mu wiarygodność i prawo do głosu. Zdanie opiera się na argumentach, które można zweryfikować. Szlam karmi się półprawdą i emocjonalną hiperbolą.

Chorzów nie musi szukać przykładów w podręcznikach marketingu politycznego. Ma własne, lokalne, które pokazują, jak ta maszyna działa w zależności od potrzeb.

Co zrobić, gdy na horyzoncie pojawia się silny rywal polityczny z własnym zapleczem? Uruchomić mechanizm skojarzeniowy. Kiedy wybuchła głośna sprawa wokół Tramwajów Śląskich, nazwisko Marcina Michalika zostało natychmiast, wręcz chirurgicznie, przyspawane do haseł o charakterze korupcyjnym, nawet jeśli radny Chorzowa, nie miał z tą sprawą nic wspólnego.

Nieważne, co realnie znalazło się w aktach, jakie były fakty i co ostatecznie ustaliły powołane do tego organy. Cel narracyjny był prosty: wylać wiadro tak wielkie, by nazwisko Michalika na stałe rezonowało w przestrzeni publicznej w kontekście „afery”. Bo gdy kurz opada, masowy odbiorca nie pamięta statusu prawnego – pamięta zapach szlamu.

A co zrobić, gdy ktoś uparcie, od miesięcy, posługuje się twardymi danymi i merytorycznymi argumentami – tak jak Marek Kopel w temacie nieszczęsnej chorzowskiej estakady? Kiedy krytyka jest zbyt spójna i poparta liczbami, by z nią dyskutować, system stosuje technikę znieczulenia i odczłowieczenia.

Zamiast merytorycznej polemiki z Koplem, jego wypowiedzi zaczęły być zalewane wulgarnymi, prymitywnymi komentarzami. Mało tego – ponieważ były prezydent konsekwentnie, rzetelnie powtarzał te same, niezmienne fakty o błędach w infrastrukturze, machina medialna zaczęła go formatować jako... bota. To genialny w swojej bezwzględności zabieg: sprowadzić ekspercką, systemową krytykę człowieka do rangi bezmyślnego, zaciętego algorytmu, którego nie trzeba słuchać.

Dokładnie ten sam schemat przyłożono teraz do inicjatywy referendalnej. Inicjatorzy postawili jasne, systemowe pytania o stan miasta: o finanse, o przeciągające się paraliże logistyczne, o transparentność.

Co zrobił aparat władzy, kiedy nie chciał (lub nie potrafił) merytorycznie odpowiedzieć? Wybrał sprawdzone narzędzie. Zamiast rozmawiać o tym, dlaczego tysiące mieszkańców podpisało się pod wnioskiem, całą oś sporu przestawiono na to, w jaki sposób te podpisy zbierano. Rzucono fałszywe oskarżenia na nauczycielkę przedszkolną aby pozbawić ją pracy. Wyciągano poufne sprawy zawodowe i prywatne pracownicy sądu, aby ośmieszyć ją publicznie. Nielegalnie sfilmowano, a następnie zmontowano prywatną rozmowę lekarki w gabinecie ze swoją pacjentką-idiotką a następnie rozdmuchano sprawę do takich rozmiarów że z samej Warszawy do Chorzowa pofatygowali się posłowie PiS, aby publicznie oświadczyć, że składają na lekarkę zawiadomienie do prokuratury. Nie wspomnę o satyrycznych postach SOKZBURAKA=DZIENNIKCHORZOWA, które z rzetelną i merytoryczną dyskusją nie miały nic wspólnego, a polegały jedynie na rzucaniu jakichś domniemanych niedomówień wobec inicjatorów referendum, które z rzeczową i merytoryczną dyskusją nie miały nic wspólnego. Czy to zawiadomienie faktycznie trafiło do prokuratury? Tego nie wiemy. Wiemy za to na pewno, że w toku są sprawy, które nauczycielka przedszkolna, pracownica sądu, a także lekarka złożyły do sądu…

I w tym miejscu koło się zamyka, a kurtyna opada.

Kiedy nauczycielka przedszkolna, pracownica sądu czy lekarka muszą szukać sprawiedliwości na drodze prawnej, machina propagandowa zdążyła już ogłosić swój sukces. Dla nich walka o prawdę i dobre imię dopiero się zaczyna – przed sądami, w procedurach, za zamkniętymi drzwiami. Dla autorów „operacji gówno” sprawa jest już dawno zamknięta. Oni swój polityczny i wizerunkowy zysk skasowali w sekundę po puszczeniu w sieć zmontowanego filmiku czy publikacji paszkwilu na profilach typu SOKZBURAKA=DZIENNIKCHORZOWA.

To jest właśnie ta przerażająca asymetria. Produkcja szlamu jest bezkosztowa, szybka i nie wymaga żadnych dowodów. Czyszczenie się z niego to proces długi, wycieńczający i absorbujący zasoby, które powinny być inwestowane w merytoryczną dyskusję o mieście. Kiedy Ty walczysz w sądzie o prawdę, oni zarządzają miastem bez konieczności odpowiadania na niewygodne pytania o finanse, logistykę czy nośność estakady.

Zamiast merytorycznego dialogu o ekspertyzach inżyniera Freja, zamiast debaty nad tysiącami podpisów mieszkańców, którzy oczekują od władzy systemowych odpowiedzi, zafundowano nam rynsztok. Kopel stał się botem, Michalik „korupcyjnym kontekstem”, a twarzami rzekomych nadużyć referendalnych uczyniono kobiety, które po prostu miały odwagę mieć własne zdanie.

Zgodnie z rzymską zasadą: coś się przyczepiło. A przede wszystkim – potwornie śmierdzi. Smród ten ma jednak konkretne zadanie: odrzucić mieszkańców od jakiejkolwiek aktywności obywatelskiej. Ma sprawić, by przeciętny chorzowianin machnął ręką, zatkał nos i uznał, że „wszyscy są umoczeni”, a polityka lokalna to tylko brudna wojna plemion, w którą nie warto się mieszać.

Bo w gęstym, śmierdzącym dymie najłatwiej ukryć fakt, że pod dywanem urzędniczego PR-u brakuje jakichkolwiek argumentów merytorycznych. I dopóki jako mieszkańcy będziemy dawać się łapać na te prymitywne sztuczki, dopóty debata o Chorzowie będzie toczyć się wokół intryg, a nie faktów. A miasto? Miasto będzie stać w miejscu. Dokładnie tak, jak ruch w wąskich, nieprzystosowanych do niego uliczkach Chorzowa…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na co komu ta księgowa?

Specjalnie posłużyłam się powyższym obrazkiem, gdyż  większości "korpoksięgowych" czy może raczej "ekauntantów" taki obrazek wydaje się widokiem z obcej planety. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "księgowość" większości takich osób wydaje się wprowadzaniem danych do systemu. Oczywiście danych zaciąganych automatycznie z ekselowskich plików lub też podawanych w mejlach od "biznesu". Skąd te dane "biznes" bierze? To raczej mało istotne. Istotne jest aby były one przekazane do systemu w wymagany  procedurą, ustalony i zatwierdzony przez "menedżerów" sposób. Oczywiście odpowiednio sformatowany i odpowiednio opisany. Do czego ma to służyć, skąd się wzięło i w jaki sposób powinno to zostać zinterpretowane, to już takich "korpoksięgowych" nie obchodzi, bo też rzadko kiedy takie rzeczy wiedzą. Najważniejsza jest przecież szybkość i sprawnie opanowany excel. Kiedy takie "korpoludki" jadą na  "tranzyszy...

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Sztuka obiecywania

  Moi drodzy. Zauważyłam, że większość osób aktywnych w komentarzach dotyczących polityki w Chorzowie, zainteresowała się nią dopiero koło 2023 roku. Tymczasem sytuacja, która ma miejsce dzisiaj, zaczęła się wiele lat temu. Jak wiecie bardzo lubię zajmować się  wiwisekcjami różnych narracji, w związku z czym, tym razem na warsztat biorę obietnice dotyczące wybudowania stadionu Ruchu Chorzów.  Cofnijmy się zatem w czasie do roku 2016, kiedy to gruchnęła wieść, że ówczesny prezes klubu, Dariusz Smagorowicz, zaciągał wysoko oprocentowane pożyczki na regulację bieżących zobowiązań. Pożyczki te doprowadziły do narastającej spirali długów, która z kolei spowodowała, że Pan Smagorowicz postawił Miastu Chorzów, wtedy jeszcze reprezentowanemu przez Andrzeja Kotalę ultimatum, że albo Miasto da klubowi 18 milionów złotych, albo klub upadnie. Po wielu burzliwych dyskusjach, Miasto zgodziło się na jej udzielenie. W tym samym czasie okazuje się jednak, że prezes Smagorowicz w dokumenta...