Przejdź do głównej zawartości

Raportowanie jako Nowa Retoryka: O tym, jak „Bezpieczeństwo” stało się Cyfrowym Kagańcem



W klasycznej teorii komunikacji spór kończył się tam, gdzie brakowało argumentów. W nowoczesnej patokomunikacji cyfrowej spór kończy się tam, gdzie zaczyna się „Zgłoś post”.

Obserwujemy właśnie fascynujący, choć głęboko niepokojący proces: instrumentalizację mechanizmów ochrony. To, co miało nas chronić przed realną agresją, stało się najskuteczniejszym narzędziem cenzury. To „cyfrowe veto”, które nie wymaga inteligencji – wymaga jedynie zmasowanego klikania.

Jako Korpohumanistka rzadko zajmuję się tematami, które nie mają drugiego dna. Kiedy jednak opublikowałam oświadczenie katowickiej Papugarni, a mój post został natychmiast zbanowany jako „mowa nienawiści”, zrozumiałam, że dotknęłam nerwu współczesnej cenzury.

Historia tego miejsca to klasyczny przykład budowania czegoś z pasji, co pada ofiarą ideologicznego walca. Katowicka Papugarnia powstała jako przestrzeń edukacyjna, miejsce, gdzie kontakt z egzotyczną naturą miał uczyć wrażliwości. Przez lata była punktem na mapie Katowic, który przyciągał rodziny i pasjonatów. Jednak w dobie cyfrowego aktywizmu, wystarczyło jedno zmanipulowane doniesienie, jedna interwencja nagłośniona przez media (często bez czekania na wyniki kontroli weterynaryjnej), by uruchomić lawinę.

Moje zaangażowanie w sprawę Papugarni nie wzięło się z sufitu. Już gdzieś się spotkałam z tym mechanizmem nagonki. To ten sam systemowy błąd logiczny:

  1. Teza: Papugarnia to miejsce cierpienia (bo tak powiedział ktoś na TikToku).

  2. Działanie: Zmasowane zgłoszenia do służb i do mediów.

  3. Moja reakcja: Publikacja merytorycznego oświadczenia firmy, punktującego błędy w narracji oskarżycieli.

  4. Efekt cyfrowy: Mój post znika. Ja dostaję bana za „mowę nienawiści”.

Udostępnienie głosu drugiej stronie sporu stało się w oczach algorytmów zbrodnią. Dlaczego? Bo psuje obraz „wroga”. Bo pokazuje, że za każdą medialną burzą stoją realni ludzie, procedury i często – zwykła, ludzka zawiść przebrana w szaty troski o zwierzęta.

Największą ironią jest to, że cenzura odbywa się pod sztandarem „budowania bezpiecznej przestrzeni”. To czysty Orwell. Eliminujemy przeciwnika z debaty nie dlatego, że kłamie, ale dlatego, że jego prawda mogłaby „urazić” tych, którzy zainwestowali już emocje w nienawiść do Papugarni.

W małych, lokalnych ekosystemach – takich jak nasz śląski – ten mechanizm jest używany jak cyfrowy gaz łzawiący. Ma wywołać chaos, oślepić obserwatorów i zmusić niewygodną osobę (mnie) do wycofania się z jakiejkolwiek merytorycznej dyskusji.

Prawda jest taka, że moje posty o Papugarni znikają nie dlatego, że nienawidzę ptaków. Znikają, bo pokazałam, że prawda jest złożona. A złożoność to największy wróg uproszczonego hejtu.

Zgłoszenia na Facebooku mogą ukryć post, ale nie mogą unieważnić historii tego miejsca ani faktów, które w końcu wyjdą na jaw. Możecie blokować Korpohumanistkę w sieci, ale nie zablokujecie mojego krytycznego myślenia.

Cenzura to zawsze kapitulacja tych, którzy stracili argumenty. I nieważne, czy chodzi o papugę w Katowicach, czy o referendum w Chorzowie – mechanizm jest ten sam. Ale ja też jestem ta sama: uparta, analityczna i... zablokowana tylko na chwilę.


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Na co komu ta księgowa?

Specjalnie posłużyłam się powyższym obrazkiem, gdyż  większości "korpoksięgowych" czy może raczej "ekauntantów" taki obrazek wydaje się widokiem z obcej planety. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ "księgowość" większości takich osób wydaje się wprowadzaniem danych do systemu. Oczywiście danych zaciąganych automatycznie z ekselowskich plików lub też podawanych w mejlach od "biznesu". Skąd te dane "biznes" bierze? To raczej mało istotne. Istotne jest aby były one przekazane do systemu w wymagany  procedurą, ustalony i zatwierdzony przez "menedżerów" sposób. Oczywiście odpowiednio sformatowany i odpowiednio opisany. Do czego ma to służyć, skąd się wzięło i w jaki sposób powinno to zostać zinterpretowane, to już takich "korpoksięgowych" nie obchodzi, bo też rzadko kiedy takie rzeczy wiedzą. Najważniejsza jest przecież szybkość i sprawnie opanowany excel. Kiedy takie "korpoludki" jadą na  "tranzyszy...

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Sztuka obiecywania

  Moi drodzy. Zauważyłam, że większość osób aktywnych w komentarzach dotyczących polityki w Chorzowie, zainteresowała się nią dopiero koło 2023 roku. Tymczasem sytuacja, która ma miejsce dzisiaj, zaczęła się wiele lat temu. Jak wiecie bardzo lubię zajmować się  wiwisekcjami różnych narracji, w związku z czym, tym razem na warsztat biorę obietnice dotyczące wybudowania stadionu Ruchu Chorzów.  Cofnijmy się zatem w czasie do roku 2016, kiedy to gruchnęła wieść, że ówczesny prezes klubu, Dariusz Smagorowicz, zaciągał wysoko oprocentowane pożyczki na regulację bieżących zobowiązań. Pożyczki te doprowadziły do narastającej spirali długów, która z kolei spowodowała, że Pan Smagorowicz postawił Miastu Chorzów, wtedy jeszcze reprezentowanemu przez Andrzeja Kotalę ultimatum, że albo Miasto da klubowi 18 milionów złotych, albo klub upadnie. Po wielu burzliwych dyskusjach, Miasto zgodziło się na jej udzielenie. W tym samym czasie okazuje się jednak, że prezes Smagorowicz w dokumenta...