Przejdź do głównej zawartości

Posty

Moja rozmowa z Gemini o Ojcu Chrzestnym F.F. Coppoli

  Moja rozmowa z AI  Google Gemini na temat niektórych wątków Ojca Chrzestnego F.F. Coppoli. Wychodzi na to że jedyna forma inteligencji, z którą mogę sobie porozmawiać o interesujących mnie rzeczach, to sztuczna inteligencja. No cóż... (mam nadzieję że każdy rozumie tę autoironię? ;P) Korpohumanistka : Dlaczego Simonetta Stefanelli w filmie Ojciec Chrzestny w scenie nocy poślubnej ma bezbarwne brodawki sutkowe? Gemini : To bardzo interesujące pytanie, które wymaga nieco kontekstu historycznego, kulturowego i technicznego, aby udzielić na nie satysfakcjonującej odpowiedzi. Przede wszystkim, należy zaznaczyć, że nie ma oficjalnego potwierdzenia, że Simonetta Stefanelli w tej konkretnej scenie miała bezbarwne brodawki sutkowe. Możliwe przyczyny, dla których mogłoby się tak wydawać na ekranie, są następujące: Oświetlenie: Sposób oświetlenia sceny mógł wpłynąć na to, jak widzowie postrzegali kolor brodawek sutkowych. Cienie, kontrast i temperatura barwowa światła mogą znaczą...

Ocena prawie nigdy nie jest obiektywna

  Chciałam podzielić się z wami pewnym doświadczeniem sprzed lat. Zdarzyło mi się na studiach przygotowywać uczniów szkół średnich do matury z języka polskiego i jedna z tych uczennic szczególnie zapadła mi w pamięć. Otóż pewnego pięknego dnia, pewien kolega powiedział, że znajoma znajomej ma pewną znajomą, która od kilku lat nie potrafi zdać matury i w tym roku ma ostatnią szansę na zdanie jej w starej formule, czyli jeszcze tej sprzed epoki gimnazjów i czy nie miałabym ochoty udzielać jej korepetycji. Znajoma znajomej podesłała mi swoją pracę pisemną, którą jej znajoma polonistka oceniła na niedostateczny. Fakt. Praca była pisana bardzo prostym językiem. Przywoływano w niej raczej argumenty wynikające z osobistych doświadczeń autorki zamiast z konkretnych lektur, ogólnie praca była bardzo chaotyczna i nie trzymała się żadnych wzorców. Jednak autorka tej pracy poprawnie zrozumiała temat, przywołała takie argumenty, jakie znała i posługiwała się poprawnym językiem polskim.  Ow...

Czy nadgodziny w pracy świadczą o Twoim zaangażowaniu?

Wyrabianie przez pracownika nadgodzin nigdy nie świadczy o jego zaangażowaniu. Prędzej o jego chciwości, poddaństwie względem pracodawcy i cwaniactwie albo wręcz naiwności. Dlaczego? Przedstawię wam dziś trzy historie z różnych firm, w których byłam zmuszona robić nadgodziny, a następnie spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie czy faktycznie były one konieczne? Przypadek numer 1 Duża korporacja międzynarodowa zajmująca się outsourcingiem najbardziej śmieciowych, nie lubianych i powtarzalnych czynności (powiedzmy) administracyjnych. Wyoutsorsowany proces podzielony jest na część skanującą na Słowacji, część (zdaniem międzynarodowej korporacji) techniczną w Indiach i wymagającą rozmowy z żywym człowiekiem (oczywiście nadal zdaniem międzynarodowej korporacji) w Polsce. Pierwszy problem polega na tym, że ta niby powtarzalna część techniczna wymaga specjalistycznej wiedzy pozwalającej na jej prawidłowe wykonanie. Tymczasem międzynarodowa korporacja sprowadza tę specjalistyczną wiedzę do ma...

Czy dziewczyny są "gupie"?

Żeby nie przedłużać napięcia od razu piszę, że nie. Chłopcy też nie są "gupi". Ale... Tak się składa, że ostatnio dość często przebywam w towarzystwie mam dzieci w wieku starszym dziecięcym i młodszym nastoletnim. Czyli jakieś 7 - 13 lat. Mamy chłopców często spotykają się z taką opinią swoich synów, że "dziewczyny są gupie". Oczywiście za każdym razem podkreślają, że chłopiec podłapał to od kolegów. I wiecie co? Ja też pamiętam, że w tym wieku koledzy byli dla mnie okropni. A były to czasy "Złotych myśli", czyli zeszytów z pytaniami, w których wybrane osoby wypisywały odpowiedzi. Częstym i rzecz jasna ciekawym dla wszystkich pytaniem było to o sympatię i antypatię. Ja jako antypatię podawałam zawsze te same, tajemnicze inicjały, czyli "C.Ł., Z. K., C.A." I uwaga, właśnie dokonuję rozszyfrowania tych tajemniczych inicjałów: a mianowicie byli to "Chłopcy z klasy czwartej A", której, jak nietrudno się domyślić, byłam uczennicą. No więc cz...

O kulcie słabego charakteru słów kilka

  Czy zdarzyło wam się kiedyś  usłyszeć takie pytanie: "Czy masz jakieś zainteresowania?" "Czy masz jakieś hobby?", "Czym się zajmujesz?"...? I co na takie pytanie odpowiadacie? Czy też może, tak jak ja, macie często wrażenie, że różne ciekawostki językowe, historyczne, kulturalne, analizy zjawisk a może raczej fenomenów kulturowych, a właściwie popkulturowych, dekonstrukcja stereotypów i schematów myślowych, a także istota odporności na wiedzę finansowo-księgową wśród "byznesmenów" i urzędników układających przepisy podatkowe oraz ich interpretacje, ciekawe i jeszcze nie odkryte przez was miejsca w okolicy bliższej i dalszej, kompulsywne oglądanie reportaży i filmów podróżniczych, a także wywiadów z ciekawymi ludźmi na Youtube (tu wstaw inne szczegółowe hobby, którego istotę rozumiesz tylko Ty) często wydają wam się zbyt banalną odpowiedzią, więc odpowiadacie, że interesuje was literatura i film, a w wolnych chwilach chodzicie po górach? A kiedy...

Aby Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej

Nie. Wbrew pozorom nie jest to parafraza tytułu filmu o Boracie, a hasło reklamujące cel polityki Edwarda Gierka w latach 1971 - 1975.  Faktycznie, w latach siedemdziesiątych, dzięki zagranicznym kredytom żyło się w Polsce lepiej. Powstają osiedla z wielkiej płyty. Na mieszkanie trzeba poczekać, ale jest ono w miarę tanie. Młode małżeństwa dostają specjalne kredyty, za które kupują lodówki, pralki, telewizory, meble - wszystko na raty. Można dostać talon na samochód, a nawet pozwolić sobie na zagraniczne wakacje w Bułgarii, Rumunii czy na Krymie.  Tymczasem Ryszard Kapuścińki w 1978 roku publikuje "Cesarza", który początkowo ukazywał się jako cykl reportaży w odcinkach "Trochę Etiopii" w czasopiśmie "Kultura". "Cesarz" był chyba pierwszym reportażem, co ja mówię, pierwszą pozycją literatury faktu, którą przeczytałam z takim przejęciem. Wcześniej jakoś nie ciągnęło mnie do tego typu książek. A tutaj zbliża się egzamin z literatury dwudziestego wie...

Jak działa rynek?

Przyznam szczerze, że nie zamierzałam publikować żadnego posta na ten  temat. Jednak widząc jak wielka panuje ignorancja na temat funkcjonowania rynku, pozwoliłam sobie pochylić się nad tym problemem. I chodzi mi tu zarówno o ignorancję osób, które uważają, że państwo jest od tego żeby chronić obywatela, jak i tak zwanych "wolnorynkowców".  Przy czym mówiąc "ignorancja", mam na myśli niedouczenie osób ślepo powtarzających slogany swoich idoli, "celebrytów ekonomicznych". Moim zdaniem i jedni i drudzy o podstawowych mechanizmach rynkowych zapomnieli i dzięki temu trochę za bardzo "odpłynęli". Jestem też absolutnie przekonana, że taką samą ignorancję zaraz zarzuci się i mnie. Ale jest jedna różnica. Ja nie opowiadam o żadnych szkołach ekonomicznych ani też o żadnych "cudownych" metodach uzdrowienia gospodarki.  Opowiadam jedynie o mechanizmach, do których każda z tak zwanych "szkół ekonomicznych" się odnosi. Od razu na początku ...