Przejdź do głównej zawartości

Posty

O moim filmowym malkontenctwie słów kilka

Czyli innymi słowy, dlaczego nie podobał mi się "Najlepszy" Łukasza Palkowskiego. Często mi się zdarza, że rozbiegam się w osądach z większością krytyków, recenzentów filmowych czy też zwyczajnie z większością ogółu i nie raz, nie dwa, miałam już wrażenie, że chyba jednak oglądałam zupełnie inny film. Tak było na przykład z "Into the wild" Seana Penna, tak było z "Destrukcją" Jean-Marca Vallee i tak też było z "Toni Erdmann", a nawet z "Idą". A jak jest z "Najlepszym" w takim razie? Jest taka scena w tym filmie, którą wszyscy się zachwycają. A mianowicie scena w samochodzie, w której Janusz Gajos, grający Marka Kotańskiego, przekonuje Jerzego Górskiego, że wyjście z nałogu to nie jest takie "hop-siup", że żeby wyjść z tej choroby musi być (i tu używa słów, od których chyba wziął się tytuł filmu) najlepszy. I tak. Jest to subtelność szyta bardzo grubymi nićmi, która bardzo mi przeszkadzała w odbiorze tego ...

U źródeł wielkiej huty

Kiedy 24 czerwca  w 1257, roku Książę Opola i Raciborza, Władysław, nadawał Bożogrobcom na zagospodarowanie wieś Chorzów, pewnie nie podejrzewał jakie skarby kryją się pod jego stopami. Nie podejrzewał też pewnie, że skarby te za kilkaset lat spowodują nagły wzrost gospodarczy tej wioski, która w czasie jej nadawania była według źródeł historycznych zniszczona po najeździe tatarskim, a do zadań Bożogrobców należało między innymi jej odbudowanie. Ponieważ jedną z podstawowych reguł zakonu była pomoc chorym, we wsi założono szpital, który następnie przeniesiono do Bytomia. Jednakże chorzowscy proboszczowie nadal byli przeorami szpitala św. Ducha. Bożogrobcy działali we wsi Chorzów aż do 1817 roku, kiedy po kasacji klasztorów przez Fryderyka Wilhelma II, kościół w Chorzowie zostaje przejęty przez proboszcza świeckiego Józefa Bedera. Pamiętam jeszcze, że w szkole uczono mnie, że Chorzów, jako Królewska Huta, prawa miejskie zyskał w 1922 roku, czyli w momencie przyłączenia go ...

Nie zadzieraj z nieukiem, który nie skończył nawet trzech klas podstawówki...

Piętnaście lat temu cierpiałam na fobię przed publicznymi wystąpieniami. Nie tyle była to trema, ile właściwie już klasyczna glassofobia. Kiedy na czwartym roku, w ramach retoryki, mieliśmy wygłosić samodzielnie napisane przez nas przemówienie, na wybrany samodzielnie przez nas temat, ja, o dziwo (chociaż, znając moje szczęście do wpadek wszelakich, było to łatwe do przewidzenia), dostałam jakiejś paskudnej grypy. Nie dość, że w głowie miałam totalną pustkę (na całe moje szczęście przemówienie można było odczytać z kartki), nie dość że cały mój organizm przeszywał paraliżujący strach, powodujący zaciśnięcie wszystkich mięśni (nawet tych, o których istnieniu nie miałam pojęcia), to jeszcze ten paskudny katar i kaszel, objawiający się albo chrząknięciem, albo kaszlnięciem tudzież pociągnięciem w każdym, rzecz jasna najmniej do tego stosownym miejscu. Przemówienie każdego studenta nagrywane było na nośnik, z którego potem odtwarzane było po raz drugi, tak aby każdy mógł jeszcze r...

Czytając "Global Nation. Obrazki z czasów popkultury" kilkanaście lat po pierwszej lekturze

Lubię czasami wracać do książek już przeczytanych. Ale tylko czasami. Pamiętam jak kiedyś koleżanka, na wieść o tym, że nie lubię czytać książek po tym jak już widziałam film na ich podstawie, z miną wielce zatroskaną stwierdziła, że no tak, to bardzo ogranicza moją wyobraźnię. Cóż... Najwyraźniej nie zrozumiała co miałam na myśli. Ale głęboko przeświadczona o swoim dogłębnym zrozumieniu mojej natury poszła w swoją stronę. No ale po co o tym piszę? Po tym jak przeczytałam "Araf" Elif Shafak, przypomniałam sobie poszczególne tytuły, które traktowały o takim właśnie multi-kulti. Było to oczywiście "Pokolenie X" Douglasa Couplanda (chociaż to bardziej traktuje o pop-kulti niż o multi-kulti), było oczywiście wiele książek (a właściwie to każda) Zadie Smith. I była między innymi książka polskiego autora, (a nawet chorzowskiego 😄), a mianowicie "Global Nation. Obrazki z czasów popkultury" Grzegorza Kopaczewskiego. Czytałam to dawno, dawno temu i d...

Wild into the wild/Wszystko za życie na dzikiej drodze

Jak to jest, że człowiek po wielkich zawirowaniach życiowych, które wprowadzają chaos w jego uporządkowany tryb, ucieka w naturę, by poskładać ten swój rozbity na kawałki świat ponownie w jedną całość? Ostatnio widziałam dwa filmy z tego gatunku oparte na faktach. W jednym bohaterem jest młody chłopak, który kończy wzorowo studia i chce uciec na jakiś czas od społeczeństwa. Chce się zaszyć w samotni na Alasce, ponieważ zasady obowiązujące w społeczeństwie są dla niego nieakceptowalne. Bohaterką drugiego filmu jest kobieta "po przejściach", która chce przejść pieszo Pacific Crest Trail, żeby o swojej wędrówce napisać książkę. Oboje spotykają na swojej drodze ludzi, którzy im pomagają i albo przekazują wskazówki jak radzić sobie w kompletnej dziczy, albo też zwyczajnie doradzają jak wymienić niewygodne obuwie zakupione w sieci. Oboje podziwiają piękno natury, która jednak na każdym kroku przekonuje, że nie jest wcale oswojona ani ujarzmiona przez człowieka. Że to ...

O dyskryminacji kobiet słów kilka...

Tak się cały czas zastanawiałam czy o tym napisać czy nie. A szala przechylała się to w jedną stronę, to w drugą. I na żadną nie chce się przechylić w jakiś zdecydowany sposób. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie pod koniec. Jako mała dziewczynka naczytałam się książek o porwanych przez Arabów żonach i córkach. Całkiem możliwe, że była to lektura zupełnie niedobrana do mojego wieku wtedy. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewien sposób ukształtowało to mój sposób myślenia o rzeczywistości. Może 9 czy też 10 lat to nie jest jeszcze wiek, w którym krystalizują się poglądy feministyczne, ale to właśnie dzięki tym książkom, w których kraje arabskie opisane były jako pozbawiające kobiety wszelkich praw, dowiedziałam się o czymś takim jak dyskryminacja kobiet. Mam przyjaciółkę, która przez jakiś czas  mieszkała w tak niby chrześcijańskim kraju, jakim jest Francja i tak niby muzułmańskim kraju jakim jest  Kazachstan. I podczas naszego ostatniego spotkania stwierdziła, że w b...

Co tak bardzo fascynuje w Kurcie Cobainie?

Pierwszy raz usłyszałam o Nirvanie kiedy miałam jakieś 10 lat i nigdy tego nie zapomnę. I bynajmniej nie z powodu supernowej, która dzięki temu w mojej świadomości wybuchła. Był taki program muzyczny. Nie pamiętam już jego tytułu, ale że pozbawiona byłam wtedy jeszcze telewizji kablowej, źródłem wszelkich nowości teledyskowych były dla mnie wtedy takie właśnie programy. A że miałam 10 lat, to estetyka Majki Jeżowskiej i "Wszystkie dzieci nasze są", była mi  najbliższa. Od tego typu programów natomiast oczekiwałam przede wszystkim najnowszych teledysków Dj Bobo albo 2Unlimited. A tymczasem moim oczom ukazało się coś takiego: Moja dziecięca wrażliwość została brutalnie zbrukana.  Oczekiwałam roześmianych i roztańczonych ludzi, a moim oczom ukazała się  gruba kobieta z wnętrznościami na wierzchu i drzewo owocujące płodami. Od tego czasu uważałam, że Nirvana to najgorszy zespół świata i powtarzałam to przy każdej możliwej okazji. Sytuacja zmieniła się kilka ...