Kiedy dawno temu oglądałam American Beauty , miałam poczucie, że patrzę na podręcznikowy wręcz przykład tego, jak popkultura tnie skalpelem teorii krytycznej amerykańską mitologię. Ten film był genialną wiwisekcją amerykańskiej rodzinnej sielanki, obnażającą fasadowość middle-class American Dream. A najzabawniejsze w jego polskiej recepcji na przełomie wieków było to, z jakim nabożnym zachwytem przyjmowano go nad Wisłą. Bo konserwatywna widownia odczytała go w 100% opacznie. A mianowicie jako prosty, moralizatorski pamflet na „gnijący Zachód”, który wreszcie dostał za swoje. Widzowie chłonęli rozpad rodziny Burnhamów jako dowód na to, że upadłe społeczeństwo konsumpcyjne nie ma serca, zupełnie nie zauważając, że reżyser walił w obraz, w który sami tak tęsknie spoglądali. Dokładnie ten sam mechanizm powtórzył się teraz przy netflixowej Lalce Pawła Maślony, Pawła Demirskiego oraz Jagody Dutkiewicz, która doprowadziła do zbiorowego zawału całe polskie środowisko konserwatywne...