Sokrates, jeden z największych filozofów starożytnej Grecji. Mimo że nie pozostawił po sobie żadnych źródeł pisemnych, był wielką inspiracją dla swoich równie sławnych uczniów, Platona i Arystotelesa.
Zmarł w 399 r. p.n.e. w wyniku skazania na śmierć przez wypicie trucizny. Doszło do tego na wskutek oskarżenia przez poetę Meletosa, przy wsparciu przywódcy demokratów Anytosa oraz retora Lykona o niewyznawanie bogów, których uznaje państwo, wprowadzanie nowych bóstw przez co rozumiano nauczanie Sokratesa o daimonionie, czyli jego wewnętrznym głosie ostrzegającym go przed złymi uczynkami, który dzisiaj nazwalibyśmy sumieniem oraz o psucie młodzieży.
Prawdziwym powodem jednak było poszukiwanie kozła ofiarnego, na którego można by zrzucić winę za przegraną wojnę peloponeską i krwawe rządy trzydziestu tyranów. Po co bawić się w chłodną analizę sytuacji, w której znalazły się Ateny i na tej podstawie stworzyć merytoryczną strategię, skoro mamy wychowawcę przywódców tych tyranów? To nie nieudolność dowódców, demagogia i populizm spowodowały klęskę Aten, tylko nauczyciel, który na swym łonie wychował tych zdrajców. Czy ta sytuacja wam czegoś nie przypomina?
Jednak głównym powodem, dla którego chcę przypomnieć tę postać, jest jego stosunek do sofistów, czyli wędrownych nauczycieli, którzy za opłatą uczyli retoryki, etyki i polityki, przygotowując uczniów do życia publicznego i kariery politycznej. Sokrates nie darzył ich sympatią, a wręcz antypatią, ponieważ w przeciwieństwie do sofistów, dla których dyskusja polegała na wygraniu sporu, dla niego ważne było znalezienie merytorycznej prawdy i dojściu do konsensusu. Dla sofistów prawda to rzecz względna, czyli to co wydaje się prawdziwe dla ciebie, jest prawdziwe dla ciebie, podczas gdy to co prawdziwe dla mnie, jest prawdziwe dla mnie. Tymczasem dla Sokratesa istniała jedna, merytoryczna, obiektywna, definicja pojęć takich jak "prawda", "sprawiedliwość", "dobro" czy "piekno", do których można dojść za pomocą logicznego rozumowania.
Można powiedzieć, że sofiści, to tacy współcześni influencerzy, oferujący za kasę swoje autorskie szkolenia na temat komunikacji, na których nauczą cię jak wygrać każdą dyskusję. Pytanie tylko po co?
I w tym kontekście właśnie chciałabym umieścić narrację dotyczącą chorzowskiej Estakady, czyli drogi krajowej nr 79, która biegnie nad Rynkiem w Chorzowie.
Przypomnę krótko historię tego konfliktu. W czerwcu 2025 roku na zamówienie Miasta Chorzów sporządzona została ekspertyza mówiąca o groźbie zawalenia się estakady, w związku z czym podjęto decyzję o natychmiastowym zamknięciu obiektu. Tymczasem PKP PLK, dla których wyłączenie estakady z użytkowania oznaczało paraliż kluczowej linii kolejowej, nie uznało tego raportu i powołało się na opinię profesora Janusza Rymszy, jednego z najwybitniejszych polskich ekspertów z dziedziny mostownictwa. Stwierdził on, że wnioski płynące z pierwszej ekspertyzy są zbyt daleko idące i że w 2014 roku zamontowano potężne stalowe liny wewnątrz skrzyniowych przęseł, czyli tak zwane sprężenie zewnętrzne, dzięki czemu estakada została realnie wzmocniona. To na podstawie tej opinii dopuszczono pociągi pod estakadą do ruchu.
W związku z tym Główny Inspektorat Nadzoru Budowlanego zażądał kolejnej ekspertyzy, która w sposób miarodajny i obiektywny stwierdzałaby, w jakim stanie technicznym obecnie znajduje się estakada. Problem polega jednak na tym, że opis przedmiotu tej ekspertyzy był bardzo nieprecyzyjny, a pytania doprecyzowujące, zadawane między innymi przez polskie politechniki, były zbywane krótkim korponowomówczym stwierdzeniem "You're the expert!". W związku z czym w przetargu nie wystartowała żadna organizacja naukowa.
Problem jednak polega również na tym, że w przestrzeni publicznej zamiast merytorycznego i obiektywnego komentarza do całej sytuacji, widzimy typową kibolską narrację albo jesteś z nami albo przeciw nam, czyli albo jesteś za wyburzeniem estakady, albo jesteś zwolennikiem totalnej opozycji, która wyrzuca krzyże do kosza i chce mordować nienarodzone dzieci. Naprawdę Urząd Miasta Chorzów pozwala na taką narrację wokół poważnego problemu, który rzutuje na całą metropolię.
Więc ja mam teraz takie głupie pytanie. Czy naprawdę przez pół roku nie można było przygotować profesjonalnego zamówienia na profesjonalną ekspertyzę, którą mógłby wykonać obiektywny ośrodek naukowy i jednocześnie zastanowić się nad tym jak jednocześnie usprawnić ruch w mieście i przygotować estakadę do rozbiórki? O rozbiórce estakady mówi się już co najmniej od lat 90'. Doskonale pamiętam, że obietnicą wyborczą Andrzeja Kotali było właśnie jej wyburzenie. Nie przypominam sobie żadnych obietnic na temat nowego stadionu. Pewnie też dlatego, że kompletnie mnie to nie interesowało. I tak. To zastanawiające, że przez 14 lat były prezydent nie przygotował żadnych planów organizacyjnych dotyczących jej rozbiórki. To fakt. Natomiast nie ma żadnego usprawiedliwienia na polaryzację i dezinformację, którą przez pół roku prowadził Urząd Miasta i prezydent, jego przedstawiciel.
Czy my naprawdę w tej sytuacji chcemy szukać Sokratesa, który wypije zalecaną przez nas truciznę aby wszyscy wokół poczuli się lepiej? Przecież Sokrates nie był powodem ani przegranej wojny ani też rządów trzydziestu tyranów.
Żyjemy w XXI wieku i mieszkańcy Chorzowa nie chcą igrzysk. Chcą rozwiązania problemów.

Komentarze
Prześlij komentarz