W jednym z poprzednich postów pisałam o tym, jak doznałam oświecenia na zajęciach z retoryki na studiach. Zawsze byłam taką osobą, którą łatwo przegadać. I bardzo mnie to irytowało, ponieważ nigdy nie byłam w stanie odeprzeć argumentów adwersarza, mimo że po czasie zawsze się okazywało, że adwersarz nie dążył wcale do tego aby merytorycznie przedstawić swoje stanowisko, tylko do tego żebym się zamknęła w sobie, niezależnie od tego czy mam rację czy nie. I właśnie wtedy, na czwartym roku studiów, na zajęciach, teraz już z profesor, Marią Barłowską, doznałam objawienia. Bo to właśnie wtedy się okazało, że to co stosowali moi adwersarze, to nie były argumenty merytoryczne, które świadczyłyby o tym, że jestem niedouczona jak mi się do tej pory wydawało, tylko że to moi oponenci stosowali sztuczki psychologiczne, mające za zadanie wizualnie (pod publiczkę) wygrać w dyskusji. Obecnie widzę, że te sztuczki są równie sprytnie stosowane przez trolli przeciwników referendum w Chorzowie. Z ...